Teraz czytasz
Dwaj generałowie – August Fieldorf i Wojciech Jaruzelski

Dwaj generałowie – August Fieldorf i Wojciech Jaruzelski

„Nil”, to wojenny pseudonim generała brygady Augusta Emila Fieldorfa, żołnierza AK, walczącego z hitlerowcami w okupowanym kraju. Generał Wojciech Jaruzelski także walczył z hitlerowcami, idąc ze Wschodu z 1 Armią Wojska Polskiego i wyzwalając ojczystą ziemię. Co jeszcze łączy te dwie historyczne postacie?

August Emil Fieldorf służbę wojskową rozpoczął od ukończenia szkoły podoficerskiej w Związku Strzeleckim (1912) i jako podoficer wstąpił do Legionów Polskich (sierpień 1914). Dowodził kompanią ciężkich karabinów maszynowych na froncie wschodnim w 1920 roku.
Okres międzywojenny,
to czas pełnienia zawodowej służby wojskowej na wielu stanowiskach dowódczych i sztabowych. W wojnie obronnej 1939 roku dowodził 51 pułkiem piechoty Strzelców Kresowych. Po klęsce wrześniowej przedostał się do Francji. Latem 1940 roku, gen. broni Kazimierz Sosnkowski skierował nowo mianowanego pułkownika Fieldorfa do Komendy Głównej ZWZ (później AK). Jesienią 1942 r. objął stanowisko Komendanta Kedywu (Kierownictwa Dywersji) Komendy Głównej AK o pseudonimie „Nil”. Tym samym stał się głównym organizatorem działalności sabotażowo – dywersyjnej oraz zamachów na hitlerowskich katów w okupowanej Polsce. Trzeźwo oceniając ówczesną sytuację na froncie wschodnim, a szczególnie siły niemieckie wokół Warszawy i w samej Stolicy, był przeciwny powstaniu. Napisał nawet list do gen. Bora-Komorowskiego, gdzie przedstawił swoją ocenę i przypomniał jak Niemcy rozprawili się z powstaniem żydowskim w getcie.
Wojciecha Jaruzelskiego
z rodziną, w czerwcu 1941 r. wywieziono na Sybir. W jednym z wywiadów wspominał: „Byłem na zesłaniu w głębokiej tajdze, w leśnej osadzie Turaczak, niewiele wiedząc co dzieje się na świecie. Gdy po różnych zresztą perypetiach, udało nam się dotrzeć do większego ośrodka – Bijska w Ałtajskim Kraju, armia Andersa przegrupowała się już do Azji Środkowej, z intencją dalszej ewakuacji do Iranu. Do wstąpienia, zabrakło miesięcy, może tygodni. Logiczną tego konsekwencją stało się wstąpienie do armii tworzonej pod dowództwem Berlinga”. Z tą armią, po ukończeniu Oficerskiej Szkoły Piechoty w Riazaniu, jako dowódca zwiadu 5 pułku piechoty (2 Dywizja Piechoty), przeszedł cały szlak bojowy do Łaby. Wojnę zakończył w stopniu porucznika.
Gdy Powstanie Warszawskie jeszcze trwało, we wrześniu 1944 r. August Fieldorf został odznaczony złotym orderem Krzyża Wojennego Virtuti Militari i awansował na stopień generała brygady. Krótko po tym został odwołany ze stanowiska Komendanta Kedywu. Wtedy chorąży Wojciech Jaruzelski z Pragi, organizował zwiadowcze przeprawy przez Wisłę na Bielany, rozpoznawał hitlerowskie pozycje. Po latach Generał wspomina: „forsowanie Wisły, próby niesienia pomocy powstańcom. W ciężkich walkach 1 Armia straciła około pięciu tysięcy zabitych i rannych. Nie było więc poczucia bezczynności.
Tym bardziej, że pewne próby koordynowania działań, zwłaszcza ewakuacji powstańców, nie były przez dowództwo powstańcze podejmowane. Niejednokrotnie, wręcz je odrzucano. No cóż – dziś staram się to zrozumieć. Traktowali nas, jak obcych, uzurpatorów. Mówiło się wtedy o tym, w naszych szeregach z goryczą”.
Generał „Nil”
przypadkowo aresztowany w Milanówku (luty 1945 r.) przez NKWD, pod nazwiskiem Walenty Gdanicki, został uwięziony w przejściowym obozie NKWD w Rembertowie, a następnie wywieziony do ZSRR. Przez 20 miesięcy w rejonie Świerdłowska pracował przy wyrębie syberyjskiej tajgi, podobnie jak kilka lat wcześniej młody Wojciech Jaruzelski. Nie rozpoznany, z grupą żołnierzy AK wrócił do Polski jesienią 1947 r. Schorowany zamieszkał z rodziną w Łodzi, nie podejmując żadnej pracy ani działalności politycznej. Za radą swojego byłego dowódcy, gen. dyw. Gustawa Paszkiewicza, ujawnił się w lutym 1948 r. podając prawdziwe nazwisko. Organy bezpieczeństwa aresztowały go 2,5 roku później, w 1950 r. Akt oskarżenia zarzucał gen. „Nilowi” m.in. wydawanie rozkazów zwalczania partyzantki radzieckiej i „lewicowych podziemnych grup niepodległościowych” oraz „obywateli narodowości żydowskiej na terenie woj. białostockiego, nowogródzkiego i lubelskiego”.
Sąd Wojewódzki
dla m. st. Warszawy 16 kwietnia 1952 r. skazał gen. „Nila” na karę śmierci. Sąd Najwyższy wyrok utrzymał w mocy. Skazany odwołał się. Wskazywał na bezpodstawność zarzucanych mu czynów oraz wnioskował o przesłuchanie kilku świadków, w tym płk Jana Mazurkiewicza ps. „Radosław”. Listy o ułaskawienie napisała żona Janina i 87 letni ojciec. Sąd Wojewódzki po ich rozpatrzeniu wnioskował, że „nie istnieje możliwość resocjalizacji… Skazany Fieldorf na łaskę nie zasługuje”.
Rada Państwa nie skorzystała z prawa łaski. Wyrok wykonano 24 lutego 1953 r. o godz. 15.00, w więzieniu mokotowskim. Zwłok gen. „Nila” rodzinie nie wydano. Nie jest znane miejsce Jego wiecznego spoczynku. Wtedy, w lutym 1953 r. podpułkownik Wojciech Jaruzelski był słuchaczem Kursu Doskonalenia Dowódców w Rembertowie.
W lutym 1972 r., wdowa po generale „Nilu” zadzwoniła do Gabinetu MON, prosząc o wskazanie jej miejsca pochówku męża. Fakt ten tak wspomina ówczesny szef Gabinetu MON, gen. Zbigniew Czerwiński – „Zadośćuczynienie tej prośby nie mieściło się w moich kompetencjach, w związku z czym, obiecałem rozmówczyni odpowiedź w ciągu 3-4 dni. Sporządziłem notatkę dot. osoby gen. Fieldorfa, którą wraz z meldunkiem o prośbie p. Fieldorfowej przedstawiłem Ministrowi. Generał przeczytał notatkę i nie zastanawiając się oświadczył, że panią Fieldorfową przyjmie osobiście. Spojrzał na kalendarz i podał najbliższy, drugi lub trzeci dzień oraz godzinę.
Zalecił mi jednocześnie osobisty przekaz zaproszenia i zaznaczył, że-jeśli zaproponowany termin nie będzie odpowiadał p. Fieldorfowej – poprosić ją o wskazanie innego. Decyzję Generała przekazałem zainteresowanej w tym samym dniu.
Pani Fieldorfowa,
oprócz dużego zdziwienia osobistym zaangażowaniem się Ministra, nie kryła ze wzruszeniem nadziei na odnalezienie poszukiwanego miejsca i możliwości – jak mi powiedziała – uczczenia wraz z córkami, zbliżającej się 20. rocznicy śmierci męża. Nie byłem świadkiem tej rozmowy. Po kilku dniach Generał polecił mi przyjąć przedstawiciela MSW i ustalić dalsze, wspólne postępowanie … Dowiedziałem się w końcu roku, że poszukiwanego miejsca nie odnaleziono. Natomiast Generał podjął decyzję wykonania na koszt MON symbolicznego grobu gen. Augusta Fieldorfa na Cmentarzu Powązkowskim”, tyle Świadek Historii, gen. Zbigniew Czerwiński.
Do dziś – marzec 2020, na Cmentarzu Powązkowskim istnieje symboliczny grób gen. „Nila” (aleja A, kwatera 14, czwarty w czwartym rzędzie).
Generał, jako Przewodniczący Rady Państwa, poparł wystąpienia wielu środowisk i naukowców w sprawie ujawnienia tzw. białych plam oraz rewizji sądowych wyroków z okresu stalinowskiego. Z inspiracji Generała, ówczesny Prokurator Generalny PRL Józef Żyta, polecił przejrzenie archiwalnych dokumentów procesu sądowego gen. „Nila”. Decyzją z 7 marca 1989 r. zmienił postanowienie z 1958 r. o umorzeniu śledztwa, stwierdzając, iż gen. August Fieldorf „Nil” nie popełnił zarzucanych mu czynów.
Wśród byłych żołnierzy ruchu oporu,
w tym AK, awansowanych przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego do stopnia generała brygady w 1984 r., był zastępca gen. „Nila”, jako Komendanta Kedywu – płk Jan Mazurkiewicz, ps. „Radosław”. Podczas kilku spotkań z „Radosławem”, Generał dokładnie poznał drogę życiową i zasługi gen. „Nila”, odsunięcie go od spraw bieżących za sprzeciw szaleńczym planom gen. Leopolda Okulickiego i Tadeusza Pełczyńskiego (pisze o tym Bohdan Piętka, Przegląd nr 9 z 2019), kulisy decyzji o wybuchu Powstania. Kilka rozmów z Generałem w latach 2005-2010, dot. m.in. sytuacji w Stolicy przed, podczas i po Powstaniu, pozwala mi ocenić, iż zawiązała się z gen. „Radosławem” swoista nić zaufania.
Tym bardziej, że był krytykowany przez część środowiska AK, za udział w Komitecie Budowy Pomnika Powstańców Warszawskich, któremu przewodniczył Generał. Proszę Państwa Czytelników o zwrócenie uwagi na nazwę – Pomnik Powstańców Warszawskich! Dlaczego? – ktoś zapyta. W tej nazwie kryje się istota Hołdu – właśnie Powstańcom i mieszkańcom Warszawy. Świadomie pomija się decydentów, zarówno tych z londyńskiego rządu jak i Dowództwa AK. Kto słyszał ten znamienny i jakże wymowny szczegół w tej nazwie, choćby przy okazji 75 rocznicy, która minęła pół roku temu.
I jeszcze taka ciekawostka –
zachęcam Warszawiaków i turystów oglądających Pomnik – stoi naprzeciw Katedry Polowej WP – odsłonięty przez Generała w 45 rocznicę wybuchu Powstania, by zechcieli odszukać tablicę informującą o tym Komitecie, da wiele do myślenia!
Koło Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych w Rembertowie, wystąpiło w 2004 r. z wnioskiem do władz Dzielnicy Rembertów, by rondo przed bramą główną Akademii Obrony Narodowej nosiło imię gen. Augusta Fieldorfa „Nila”. Wniosek poparła Komenda Akademii, Dyrekcja i młodzież Gimnazjum im. Bohaterów Westerplatte, środowiska kombatanckie, radni i mieszkańcy Rembertowa, zyskał uznanie władz Dzielnicy. Władze Warszawy szybko przyjęły odnośną uchwałę. Tak władze Rembertowa upamiętniły gen. „Nila”, który na terenie Akademii, w dawnym Centrum Wyszkolenia Piechoty był wykładowcą taktyki ( w latach 1947-1949 wykładowcą był też mjr Wojciech Jaruzelski) oraz przeszedł przez obóz przejściowy NKWD.
Stracenie gen. „Nila”, skłania do wielu refleksji. Myśli biegną ku ponurym dniom okresu stalinowskiego. Wtedy dość często poprzez bestialskie postępowanie z oskarżonymi, tortury i bicie świadków wymuszały „potrzebne” zeznania. Na ich podstawie skazywano – jak się później okazywało – niewinnych.
Można się zastanawiać, czy tamci „sędziowie” nie zdawali sobie sprawy ze swoich karygodnych poczynań? Że faktycznie wymuszane i często spreparowane „dowody” nie są prawdziwe? Że na takich fałszywych podstawach wydawali prawdziwe wyroki, decydowali o życiu i śmierci? Że tak 
nieludzko byli zatwardziali
na apele, prośby i błagania o życie samych skazanych i ich najbliższych. Tu, wstrząsające, po ludzku przerażające są dokumenty sądowe gen. „Nila”. A co myśleć o świadkach, gdy fizycznie i psychicznie zmaltretowani poświadczali nieprawdę, o ich późniejszym życiu, gdy wyjawili prawdę? Czy naprawdę było im „lżej na sumieniu”, bo ratując własne życie okazywali się współsprawcami męczeńskich śmierci innych, jak żyli z tym „ciężarem sumienia”…
Nie ma, bo być nie może żadnego usprawiedliwienia dla – podkreślę – świadomych fałszerstw, o czym sędziowie wiedzieli, byli ich sprawcami, a przez to sprawcami zadawanego osobom nie winnym bólu, rozpaczy i śmierci, także ich rodzinom. Jakimże trzeba być zwyrodnialcem!
Pisząc ten tekst, „przebłyski” w Przeglądzie nr 11, z 9-15 marca 2020, zwróciły moją uwagę na inny rodzaj, formę i skalę refleksji, duchowego upokorzenia – sam nie wiem jak to trafnie określić. Podano taki fakt. Dwaj „uczeni” z IPN (celowo pomijam nazwiska jako wyraz potępienia odczłowieczenia) – cytuję – „stając w obronie Zygmunta Szendzielarza >Łupaszki”< napisali, że we wsi Potoka zginęły cztery osoby cywilne (w tym troje dzieci)” – czyli wg mnie ich matka lub ojciec-„które mimo rozkazu opuszczenia domostw ukryły się w jednym z nich”.
Zastanawiam się, dlaczego bali się wyjść, czyżby słyszeli o bestialstwach tego oddziału i woleli nie pokazywać się „takim patriotom”? Liczyli, że ich nie znajdą i przez to unikną śmierci, bo zapewne wiedzieli co ich czeka. Czy mogła ich spotkać inna kara niż śmierć? Powtarzam powyższe pytanie-jakimże trzeba być zwyrodnialcem, wręcz„moralnym oprawcą” dzisiejszych dzieci i młodzieży, żeby ich uczyć i wychowywać na takich przykładach. Żeby używać takich „argumentów” dla obrony bandziorów.Za takich „oprawców” XXI wieku w Polsce, uważam kierownictwo MEN, autorów „okólnika” nakazujących szkołom świętowanie przeklętych. Pisał o tym red. Tadeusz Jasiński – DT, 28 lutego-1 marca 2020. czytałem ten tekst wręcz z przerażeniem. Tu dziękuję Autorowi za jego treść i wymowę skierowaną do nas – dziadków i rodziców. Jak ratować nasze dzieci przed „wychowawczym zbandyceniem”.
Nie mogę tego zrozumieć
– Czytelnicy pomóżcie! Słowa podziękowania i wdzięczności za wybór miejsca – Sejm – i tematu „wyklętych” kieruję do posłów Lewicy, Kierownictwa SLD, PPS i prelegentów, którzy ratują naszą świadomość od zdziczenia po lekcji takiej „polityki wychowawczej”. Raz jeszcze dziękuję.
Prawdą jest, że wyroki wydawano w imieniu Rzeczypospolitej, a więc naszych ojców i matek, żołnierzy wszystkich frontów walki z hitleryzmem, ludzi ocalonych od śmierci. To przecież oni świadomie i słusznie podnosili naszą Ojczyznę z wojennych gruzów i popiołów. A w tamtym czasie potrzebna była każda para rąk do ofiarnej pracy nad odbudową „rodzinnych gniazd”, do mądrej służby Rzeczypospolitej w nowej rzeczywistości.
Jest i taka prawda, że na różnych szczeblach władzy byli ludzie, którzy później potrafili docenić zasługi żołnierzy spod innych znaków bojowych niż oni, walczących o wolną Polskę. Na miarę swoich możliwości i okoliczności oddawali hołd niewinnie straconym, m.in. poprzez symboliczne groby, jak ten gen. „Nila”.
Generał „Nil” i gen. Wojciech Jaruzelski nigdy nie spotkali się osobiście.
Generał Wojciech Jaruzelski potrafił docenić zasługi gen. „Nila” w walce o wolną Polskę. Swoją decyzją, jako frontowy żołnierz oddał hołd niewinnie straconemu „Nilowi”. Tak, bez żadnego rozgłosu, zadośćuczynił wyrządzoną Rodzinie i Polsce niepowetowaną stratę. To ważna lekcja refleksji i pokory dla polityków, publicystów i historyków – obecnych „sędziów” Generała. Kto z nich zechce o tym pamiętać czy wspomnieć w odnośnych wystąpieniach i publikacjach, na lekcjach historii, ku pamięci obecnego i przyszłych pokoleń.
Po 1990 r. odbyło się wiele rozmów i dyskusji w TV i prasie, z udziałem córek gen. „Nila”. Wykonano film o „Nilu”, ale nikt nigdzie nie wspomniał o decyzji gen. Jaruzelskiego. Na początku grudnia 2010 prasa podała, że „Wolą Marii Fieldorf – Czarskiej (zmarłej 21.11.2010) było, aby jej ciało skremowano i umieszczono w symbolicznym grobie ojca”.
Należę do licznego grona kinomanów, którzy poznali film Ryszarda Bugajskiego, pt. „Generał NIL”. Reżyser wybiórczo prezentuje życiorys Augusta Fieldorfa. Akcentuje wątki osobiste i rodzinne. Zatrzymuje uwagę widza na drobiazgowo zobrazowanym okresie – nazwę to – martyrologii bohatera, z dostrzegalnymi odniesieniami do współczesności, co skłania do wielowarstwowej refleksji. Wywołuje współczucie i duchowe współcierpienie dla niewinnie skazanego, co zapewne słusznie osiąga.
Nigdy więcej i nigdzie takich wyroków – chciałoby się krzyczeć. Ale film sugestywnym obrazem czytelnie podsuwa nienawiść wobec ówczesnych władz. A czy dziś świadomy swej odpowiedzialności za Ojczyznę Polak – nie znajdzie wielu przykładów, które „innymi faktami” budzą odrazę do władzy? Dlaczego tak się dzieje, proszę pomyślcie Państwo.
Nie przeczę, lata stalinizmu, moralno – psychicznego i fizycznego terroru w Polsce, pod tym względem
zasługują na potępienie.
Nie był to jednak okres znęcania się tylko nad b. żołnierzami AK, jak zdaje się sugerować film. Okres lat 40., początku 50. ubiegłego wieku, w którym toczy się akcja filmu, to czas realizacji dwóch planów: 3 – letniego i 6 – letniego, odbudowy kraju z gigantycznych zniszczeń wojennych (straty 38% majątku narodowego; Warszawa 71% substancji materialnej).
To czas budowy „Polski przemysłowej”, otwartej na świat, której materialnym symbolem jest Nowa Huta w Krakowie i rudowęglowiec „Sołdek”, pierwszy po wojnie statek zwodowany w gdańskiej stoczni oraz pamiętne wezwanie: „cały naród buduje Stolicę”.
Redaktor Roman Czubiński, Autor tekstu „Gra Wyklętymi” (DT,6-8 marca 2020) pisze, że „Nil” w filmie radzi modemu zapaleńcowi, by dla dobra Ojczyzny poszedł na studia, dobrze wykonywał swoją pracę i założył rodzinę.
Dziękuję za to przypomnienie, może naszą młodzież skłoni do refleksji ku jaśniejszej stronie przyszłości. Dziękując Autorowi za tekst, tą dozą optymizmu wyrażam nadzieję, iż postawa gen. Jaruzelskiego i wielu bezimiennie podobnych skłoni do odwiedzenia symbolicznego grobu gen. „Nila”, do refleksji o czasach i żołnierzach – obaj generałowie byli odznaczeni frontowymi Krzyżami Virtuti Militari.

Komentarze (0)

Zostaw komentarz

Your email address will not be published.

© 2020 Dziennik Trybuna. All Rights Reserved.

Do góry