Teraz czytasz
Historia miłości toksycznej

Historia miłości toksycznej

Gdyby nie pesymistyczna, a nawet drastyczna wymowa tej powieści, nazwałbym ją stylową.

Szilárd Rubin (1927-2010) snuje bowiem swoją opowieść, w znakomitym literacko przekładzie Klary Anny Marciniak (przekładu w aspekcie filologicznym z języka węgierskiego najzwyczajniej ocenić nie potrafię) w sposób znamionujący wybitny talent i kapitalne wyczucie psychologiczne. Bo to powieść którą można określić raczej jako studium psychologiczne patologicznego, toksycznego związku między mężczyzną a kobietą, niż jako powieść miłosną, bo w powieściach miłosnych miłość na ogół rozkwita, a nie jest źródłem cierpień. Narratorem w osobie pierwszej „Gry w cykora” jest Attila, nieszczęśliwy kochanek i mąż kobiety imieniem Urszula. Nieszczęśliwy, bo to on intensywnie, namiętnie kocha i oczekuje miłości, lecz nie jest w stanie wzbudzić wzajemności. Urszula, chłodna, okrutna psychicznie i wyrachowana, właściwie gra z nim w kotka i myszkę, podczas gdy Attlila z tej nieodwzajemnionej, a zaborczej, destrukcyjnej miłości do niej szaleje z rozpaczy i to nie tylko w swoim sercu i w głowie. Szilárd Rubin rejestruje, analizuje, można by rzec – drobiazgowo, rozpaczliwy, desperacki stan ducha swojego bohatera (będącego jakoby, przynajmniej do pewnego stopnia, postacią opartą na jego własnych, realnych doświadczeniach). Pisarz dokonuje rzeczy bardzo kunsztownej i trudnej, wymagającej dużego talentu: łączy swoiście poetycki nastrój powieści, finezyjne pasaże z niemal naturalistycznym aspektem dramatu dwojga ludzi, z dodatkiem ciekawego realizmu węgierskiej codzienności. Powieść Szilárda Rubina ukazała się w 1963 roku i stała się wtedy głośnym wydarzeniem literackim. Szokowała bowiem szczerością, drastycznością, koncentracją na losie jednostki (ciemna strona „ja”), a nie zbiorowości socjalistycznego kraju, którą kontrastowała z większością ówczesnej prozy wydawanej oficjalnie w kadarowskich Węgrzech. Jeden z krytyków określił bohatera i narratora „Gry w cykora” „współczesnym Werterem”. Rezonans jaki wzbudziła i zainteresowanie z jakim do dziś się ją czyta wynika wszakże również z faktu, że wielu z nas, może więcej niż może nam się wydawać, doświadczyła, czy doświadcza podobnych, choć niekoniecznie aż tak drastycznych, przeżyć. Relacje między kobietą a mężczyzną są bowiem, wbrew utartym, idealistycznym kliszom były, są i będą trudne, czasem bardzo trudne i może nawet większość nas ma na swoim koncie co najmniej jeden trudny, nieudany związek. Statystyka rozwodów i rozstań mówi sama za siebie, a też i powstało o tym wiele dzieł sztuki (choćby filmy Ingmara Bergmana). Ci, którym los oszczędził podobnych doświadczeń (niekoniecznie krańcowo drastycznych) mogą uznać się za wyjątki od reguły i szczęściarzy. Reasumując powyższe uwagi: lekturę „Gry w cykora” trudno uznać za przyjemną w aspekcie egzystencjalnym, jako że dotyka bolesnego aspektu życia i to w sposób bardzo ekspresyjny, za to jej lektura w wymiarze artystycznym przynosi prawdziwą satysfakcję literacką, estetyczną.

Szilárd Rubin – „Gra w cykora”, przekł. Klara Anna Marciniak, wyd. Studio Emka, Warszawa 2019, str. 219, ISBN 978-83-66142-22-0

Komentarze (0)

Zostaw komentarz

Your email address will not be published.

© 2020 Dziennik Trybuna. All Rights Reserved.

Do góry