Teraz czytasz
Zapiski krakowskiego intelektualisty

Zapiski krakowskiego intelektualisty

„Kartki z dziennika” profesora Mariana Stępnia, wybitnego literaturoznawcy z Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, historyka literatury i krytyka, interesująco i kompetentnie omówił już na łamach „Dziennika Trybuna” Grzegorz Wiśniewski. Dlatego tym razem tylko kilka impresji, niejako uwag na marginesie jego tekstu.

„Kartki” są wyborem z o wiele większego zbioru i obejmują okres od 1969 (jeden zapisek wstępny, a następnie od roku 1973, z dominantą lat 1977-1979, przy nie bardzo zrozumiałym braku mocno newralgicznego roku 1976) do 2017 roku.
Do roku 1990 zapiski są rejestracją działań, spostrzeżeń, spotkań, wrażeń, lektur, myśli, ocen, interpretacji uczonego, intelektualisty, a przy tym członka PZPR (w tym sekretarza KC do spraw kultury w latach 1988-1990) mocno zaangażowanego w rzeczywistość, krytycznego wobec własnej formacji, jasno widzącego jej wady, winy i ograniczenia (uczony, partyjny intelektualista zwłaszcza nie może i nie powinien być bezkrytyczny), ale trwającego przy niej pomimo dookolnych burz i obserwowanych przejawów konformistycznych konwersji na stronę klerykalno-„solidarnościowego” przeciwnika (jedno z takich zdarzeń odnotowuje w zapisku dotyczącym spotkania na ulicy z innym wybitnym krakowskim profesorem).
Jest też i taki zapisek, który ilustruje nie tak wcale rzadkie zjawisko pewnej naiwności intelektualistów lewicowych (jak Marian Stępień), którzy do pewnego stopnia rozczarowani, zmęczeni wyjałowieniem i błądzeniem własnej formacją, jakby szukali pozytywnej inspiracji i nadzieli na zewnątrz, po stronie przeciwnika, jakby wierząc w istniejące tam ozdrowieńcze walory, dobre, uczciwe intencje i twórcze tkwiące w niej potencjały.
Taki nastrój „głodu wartości”, głodu znalezienia się w „dobrej wspólnocie” można wyczuć w zapisku dotyczącym wizyty profesora Stępnia przy grobie Jerzego Popiełuszki, długiego wyczekiwania na ten moment w kolejce pośród tłumu. Niezależnie bowiem od powodującego nim motywu poznawczego, zaciekawienia zjawiskiem, daje się wyczuć szczyptę pozytywnego odruchu „con amore”. Po latach rzeczywistość brutalnie zweryfikowała i nadal weryfikuje te złudzenia. Dla mnie są one także, przy okazji, ewokacją osobistej (ze szczyptą sentymentu – do 1980 roku żyłem w miarę beztroską młodością) pamięci zdarzeń i atmosfery tych „ciekawych czasów”. Wydaje się, że punkt ciężkości zapisków Mariana Stępnia sytuuje się w latach 1980-1981. Z jednej strony bowiem strony w zapiskach z lat bezpośrednio poprzedzających „karnawał „Solidarności” wyczuwa momentami prefiguracje przyszłych, nieodległych zdarzeń, czasem ich jakby podświadome, a czasem świadome przeczucia.
Z drugiej strony, wszystko o czym pisał Marian Stępień po 1981 roku było konsekwencją zarówno „karnawału”, jak i tego, co zdarzyło się 13 grudnia 1981 roku i w jego następstwie. Do tego „Kartki” przynoszą spory zasób wiedzy faktograficznej o konkretnych zdarzeniach i personaliach.
Część z nich należy do tzw. „ogólnie znanych” (choć to sformułowanie mocno na wyrost – ile osób tak naprawdę ma tę wiedzę?), część dotyczy zdarzeń i personaliów, które autor zapisków przywołuje z drugiego lub trzeciego szeregu, wydobywa spod kurz niepamięci i niewiedzy. Dla przykładu: sugestywny jest zapisek odnoszący się do Jerzego Putramenta.
Tego zadzierzystego kiedyś, dynamicznego, po sarmacku jowialnego „bon vivanta”, władczego człowieka i działacza politycznego, a przy tym interesującego i płodnego pisarza, niczym w stopklatce ukazuje Stępień jako rozgoryczonego, chorego już człowieka, z oznakami poczucia życiowej przegranej.
Takich detali, „smaków” i „smaczków”, będących ciekawą ilustracją klimatów poszczególnych „etapów” i „okresów” jest „Kartkach z dziennika” wiele, choć bez nadmiaru, jako że Marian Stępień nie jest typem anegdociarza, w jego narracji dominujący jest ton solidnego, poważnego krakowskiego uczonego, choć nie był i nie jest jedynie po uszy zagrzebany w księgach, o czym świadczą choćby liczne relacje z zagranicznych podróży i dłuższych pobytów. Każdy kto przeżył tamte czasy, a także każdy kto się nimi interesuje powinien sięgnąć po „Kartki z dziennika” profesora Mariana Stępnia. Znajdzie w nich wiele wiedzy i wiele interesującego tworzywa do wspomnień i przemyśleń własnych.
Marian Stępień – „Kartki z dziennika”, wyd. Studio Emka, Warszawa 2019, str. 576, ISBN 978-83-66142-21-3

Komentarze (0)

Zostaw komentarz

Your email address will not be published.

© 2020 Dziennik Trybuna. All Rights Reserved.

Do góry