Teraz czytasz
Niech jedzą ciastka

Niech jedzą ciastka

Przeczytałem raport pokontrolny Państwowej Inspekcji Handlowej z wizyty w sklepach, którego skutkiem było kilkadziesiąt doniesień o niedopełnieniu należytej staranności przez producentów żywności, a w konsekwencji, pokaźna liczba mandatów karnych. I dobrze. Jak się ludzi tnie na jedzeniu, to trzeba bić oszustów po kieszeni.

Gorzej, kiedy mandat za zepsute ciastka nie uchroni mnie przed salmonellą.

Inspektorzy wzięli pod lupę produkty oferowane luzem, głównie pieczywo i głęboko mrożone ryby oraz skorupiaki. Ponad 60 proc. skontrolowanej żywności wzbudziło zastrzeżenia. Ciasta i ciastka miały w sobie strzępki pleśni, a te, reklamowane jako „domowe” – emulgatory, barwniki i polepszacze. Ryby nie miały pełnego opisu i zaznaczonego kraju pochodzenia. Dorsz nie zawsze był dorszem atlantyckim a krewetka tygrysia, krewetką królewską. Niby głupie głupoty, detale, życia nie odbiorą, ale uprzykrzyć mogą…

Nie oglądałem debaty prawyborczej w PO, bo i nie było sensu. Wynik starcia jest z góry przesądzony. Wybierają elektorzy na posiedzeniu Rady Krajowej, a nie członkowie partii. Gdyby wybierali wszyscy, byłoby ciekawiej, a tak, nuda. Jak w polskim filmie. Takie prawybory-nieprawybory. Żeby potem ludzie nie gadali. Jakież to polskie i dobrze znane.

Pod tym względem dużo bardziej podoba mi się postawa narodowców (nie sądziłem, że to kiedykolwiek to powiem). Wybierają zarejestrowani sympatycy, trochę jak w Ameryce. Inna sprawa, jak na polskiej ziemi wyjdzie im tych głosów zliczanie i czy nie będzie manipulacji, bo jak rozróżnić, czy ktoś jest sympatykiem prawdziwym czy malowanym. Tak czy inaczej, chłopcy i dziewczęta od Korwina i Winnickiego przynajmniej udają, jak ciastka na wagę w polskich sklepach, że na czymś im zależy. Platforma nie ma już nawet siły udawać. Grzegorz Schetyna nawet specjalnie nie kryje, że walczy nie o prezydenturę dla swojego kandydata, co o życie w partii dla samego siebie. Zastanawia mnie, czy gdyby, tak jak w Konfederacji, pozwolić sympatykom Platformy głosować w prawyborach, ktokolwiek z ulicy oddałby głos? Czy PO ma w ogóle jeszcze jakichś sympatyków?

Zobacz również

Nie obejrzałem też przemówienia Olgi Tokarczuk w państwowej telewizji, podobnie jak Państwo. Telewizja publiczna, utrzymywana z pieniędzy podatnika, w swojej miałkości i małości postanowiła, że literacka Nagroda Nobla dla polskiego literata nie jest wystarczającym powodem, żeby pokazać je rodakom. Myślałem tak na początku. Później doczytałem, że to Szwedzi z Komitetu Noblowskiego mogli się nie zgodzić, żeby w ogóle transmitować coś do tej czy innej stacji, choć oczywiście, w większości polskich mediów, na stronach internetowych, można było prześledzić całą uroczystość na bieżąco. Ale nie na stronie TVP. We wtorek ma odbyć się ceremonia wręczenia Nagrody Nobla. Wszystko wskazuje na to, że Telewizja Polska również nie podejmie się pokazania tegoż na swoich antenach, choć bardziej doniosłego momentu trudno w historii ostatniej, polskiej pięciolatki, się doszukać. Naprawdę, nie sądziłem, że w ludziach może drzemać tyle zacietrzewienia.

Przekonałem się na własnej skórze, że milionowy tłum na festiwalu PolandRock to niewystarczające audytorium w oczach TVP, aby można było pokazać je Polsce i Polakom na żywo, ale już Sylwester i finałowy koncert z Zenkiem i Marylą-jak najbardziej. Chyba więc akcja z Tokarczuk nie powinna mnie dziwić. Ale jednak, mimo wszystko, dziwi i dziwić nie przestanie.

Komentarze (0)

Zostaw komentarz

Your email address will not be published.

© 2020 Dziennik Trybuna. All Rights Reserved.

Do góry