Teraz czytasz
Gorzkie żale muzykanta

Gorzkie żale muzykanta

Parę dni temu menadżer grupy na K. wysłał do nas, członków grupy, wiadomość, że rząd myśli nad tzw. postojowym. Wszystkim, zatrudnionym na umowy o dzieło albo zlecenie, czyli m.in. nam-muzykantom-chce dać parę groszy minimum socjalnego miesięcznie. Ucieszyłem się. Ale na krótko.

Miałoby to wyglądać tak, że Państwo, żebyśmy my wszyscy, zatrudnieni na śmieciówkach albo wepchnięci w fikcyjne samozatrudnienie, nie pomarli z głodu, da nam co miesiąc parę groszy (ok.2 tysięcy brutto chyba), czyli na rękę coś ponad 1,5 koła. Są jednak warunki. Trzeba się wylegitymować udokumentowanym dochodem na miesiąc przed złożeniem wniosku, a za miesiąc na który się chce postojowe otrzymać, wykazać przed urzędnikiem na piśmie, że za utracone dochody odpowiada zaraza światowa. Znaczy się koronawirus, a nie Żydzi albo cykliści, jakby chcieli co poniektórzy. I jak się te warunki spełni, co ważne, nie można zarabiać więcej niż trzy średnie krajowe na miesiąc, bo wtedy się postojowe nie należy, urzędnik przystawi stempel i pieniądze na konto popłyną. Dobra i psu mucha pomyślałem. Poprosiłem menadżera, żeby wystąpił w moim imieniu o taki socjal, bo to nie pracownik występuje tylko ten, kto go zatrudnia. Okazało się jednak, że nic z tego. Co prawda w marcu straciłem sporo koncertów i mógłbym teoretycznie wnioskować o starty za marzec, ale postojowe jest na razie pomysłem, który nie wiadomo kiedy wejdzie w życie i czy w ogóle. Trzeba więc czekać kolejnego miesiąca. Jednak i tu sprawa dla mnie jest przegrana, bo w kwietniu nie miałem zakontraktowanych żadnych reczitali, więc trudno będzie uzasadnić utratę dochodu skoro i tak bym go wtedy nie miał. Jeśli wystarczy państwowych pieniędzy na zapomogi, to może zawnioskuję o nie w maju, choć, po prawdzie, wolałbym sam je dla siebie zrobić na scenie. Nikt w zespole, zarówno moim jak i w grupach konkurencyjnych, nie ma jednak wątpliwości, że w maju nie wrócimy do pracy, choć to dla naszej branży czas największych żniw. Robota nasza działa bowiem tak samo, jak w innych, sezonowych zajęciach. Jak są ryby, to rybak łowi w opór-dzień i noc, a jak jeziora skute lodem, to siedzi w domu, reperuje sieci i żyje z tego, co złowił drzewiej. Raz żyje dobrze, raz gorzej. Dawno jednak nie było już ta, że musi przymierać głodem, bo do dobrego człowiek szybko się przyzwyczaja.

Przed chwilą przeczytałem w gazecie lokalnej, że radna Koalicji Obywatelskiej z Zabrza wnioskuje o to, żeby w roku 2020 wszystkie środki przeznaczone w budżecie miasta na imprezy masowe o charakterze rozrywkowym, przesunąć na walkę ze skutkami koronawirusa. Innymi słowy, ludzie kultury, jeśli nie zabije Was koronawirus, czekajcie swoich dni, bo nadejdą szybciej niż sądzicie. Ciekaw jestem, czy pani radna z Zabrza i jej podobni szołmeni z innych miejscowości, a będzie takich zapewne wielu, w skutkach pandemii koronawirusa przewidzieli pomoc specjalistów z zakresu psychiatrii, bo gdy będziemy trzymać ludzi w izolacji kolejne miesiące, z ciemną perspektywą braku dochodu, depresja i samobóje zaczną toczyć naród nie gorzej niż korona.

Nie lubię utyskiwać na swój los. Nie jestem zrzędliwą, płaczliwą babą. Jeśli mogę, imam się różnych zajęć, żeby godziwie żyć. Jeśli mogę. W przypadku z którym mamy teraz do czynienia-nie mogę. Zostaje mi tylko czekać. Bo na nic nie mam wpływu A jak nie mam wpływu, to staram się nie denerwować i nie zaprzątać sobie tym łba. No ale weź tu się człowiecze nie denerwuj. Skoro znikąd pomoc. A my, artyści, jesteśmy zawsze, niezależnie od czasów, na końcu przewodu pokarmowego, który wiadomo czym się kończy.

Komentarze (0)

Zostaw komentarz

Your email address will not be published.

© 2020 Dziennik Trybuna. All Rights Reserved.

Do góry