Teraz czytasz
Jak PiS podpala Polskę

Jak PiS podpala Polskę

PiS nie ma większości konstytucyjnej, ale i tak próbuje dokonać nieformalnej zmiany konstytucji według własnych oczekiwań. Na naszych oczach dokonuje reinterpretacji norm konstytucyjnych, wywodzonych z ogólnych przepisów ustawy zasadniczej.

Historia ostro ruszyła z miejsca. Po październikowych wyborach parlamentarnych Polska stała się krajem permanentnego ostrego konfliktu wewnętrznego: między większością pisowską , a opozycją parlamentarną trwa zimna wojna domowa, polegająca na dążeniu PiS per fas et nefas do zmiany ustroju państwa metodą nieformalnych zmian natury konstytucyjnej. PiS nie dysponuje w Sejmie większością konstytucyjną (co najmniej 2/3 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów),mimo wielkiego zaangażowania sił i środków w minionych kampaniach wyborczych.

Zamach na konstytucję

PiS dysponuje w Sejmie samodzielną większością 235 mandatów. Niestety, przewagę tę wykorzystuje do podejmowania działań, których celem w istocie rzeczy jest zmiana ustroju Rzeczypospolitej. Polega to m.in. na zmianie linii propagandowej, dotyczącej samej Konstytucji. Pamiętamy przecież ataki prawicy i kościoła hierarchicznego na jej wartości i przepisy („nie ma w niej Boga”). Pamiętamy również , jak politycy prawicy przy każdej nadarzającej się okazji zapowiadali zmianę konstytucji. Towarzyszyła temu ostra krytyka konstytucyjnych wartości ustrojowych. Do tego typu akcji należy zaliczyć decyzję kuratorki małopolskiej, która spektakularnie zakazała czytania w szkołach (nawet po lekcjach) tekstu Konstytucji, a w szczególności jej uroczystej preambuły. W strukturze małopolskiego systemu edukacji publicznej Konstytucja została uznana za akt wrogi, nie zasługującym na jej upowszechnianie!

Powiało anarchią i grozą (kłania się art. 127 par.1 Kodeksu karnego p.t. Zamach stanu : Kto, mając na celu/…/zmianę przemocą konstytucyjnego ustroju Rzeczypospolitej Polskiej, podejmuje w porozumieniu z innymi osobami działalność zmierzającą do urzeczywistnienia tego celu, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 10, /../”. Powstaje pytanie, czy zakaz czytania Konstytucji w szkołach to już przymus, przemoc, wyciągnięcie „zbrojnego ramienia” prawicy przeciwko obowiązującemu porządkowi konstytucyjnemu III RP, czy tylko taka opinia zabłąkanej kuratorki? Ciekawe, co by orzekł niezawisły sąd?
Jednakże wobec masowej obrony ustawy zasadniczej PiS zmienił swą taktykę: przestał propagandowo atakować samą Konstytucję, natomiast każdą uchwaloną przez siebie ustawę z góry ogłaszał jako „zgodną z Konstytucją”, wspomagając się niedopuszczalną reinterpretacją pojęć konstytucyjnych. Zaczęło się od niepublikowania wyroków Trybunału Konstytucyjnego przez Szydło i Kempę, następnie pod nóż poszła Krajowa Rada Sądownictwa, aby ułatwić PiS zaatakowanie po raz kolejny ustroju Sądu Najwyższego i orzekających tam sędziów.

A tak na marginesie: w ostatnich wywiadach, udzielanych prasie zagranicznej, premier Morawiecki wskazuje na ideowe związki obecnych sędziów z ich „komunistycznymi” mentorami. Swego czasu zastanawiałam się, ilu byłych członków i sympatyków Ligi Republikańskiej, których ideowym przewodnikiem jest znany antykomunista Mariusz Kamiński (mający „piękną kartę opozycyjną”, długo popierany przez PO-PiS). Pod koniec lat 90.w Warszawie krążyły słuchy, że entuzjaści Ligi Republikańskiej wydorośleli i po studiach zasilili organy wymiaru sprawiedliwości. Ale może to nieprawda?

Dla mnie nie ulega wątpliwości, że dziś w Polsce mamy do czynienia z dokonywaniem nieformalnej zmiany Konstytucji, polegającej przede wszystkim na reinterpretacji norm konstytucyjnych, wywodzonych z ogólnych przepisów ustawy zasadniczej. Podam popularny przykład: niedawno Antoni Macierewicz komentował przepis art. 38 Konstytucji, który brzmi: „Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu prawną ochronę życia”. I tyle. Macierewicz, reinterpretując ten przepis dodał: „od poczęcia do naturalnej śmierci, tak jak mówi nasza Konstytucja”. Otóż Konstytucja tak nie mówi, mało tego – jako członek Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego pamiętam, że w intencji ustrojodawcy nie leżała taka interpretacja przepisu art. 38 Konstytucji. Dziś PiS chce zaostrzenia przepisów antyaborcyjnych i przygotowuje do tego ideologiczny grunt. Warto w kontekście tym przypomnieć, że kiedy lewica w II kadencji Sejmu złagodziła przepisy ustawy o dopuszczalności przerywania ciąży, Trybunał Konstytucyjny w składzie z 1997r potrafił „wyinterpretować” nawet z Konstytucji z 1952r. zasady, których w niej nie było i stworzyć prawno-ideologiczną podstawę dla osławionego „kompromisu aborcyjnego”. Nauka nie idzie w las.

Wojna z sądami

15 stycznia 2020 r. toczyła się w Senacie debata dotycząca ustawy kagańcowej. Włączył się w nią na koniec minister pisowskiej sprawiedliwości – Zbigniew Ziobro, który tym razem nie ukrywał, że projekt ustawy jest w istocie rzeczy projektem rządowym, a nie jak według zgłoszenia – poselskim. Prawica omija w ten sposób art. 123 Konstytucji, która – w przypadku projektów ustaw dotyczących ustroju i właściwość władz publicznych – nie dopuszcza możliwości zastosowania trybu pilnego. W takim przypadku prace nad nowymi przepisami muszą się toczyć z uwzględnieniem procedur konsultacyjnych, wyjaśniających, eksperckich. A jak wiadomo – ustawa ta przeszła przez Sejm błyskawicznie. Ziobro, dość cynicznie uzasadniał powód przygotowania „ustawy kagańcowej” (wola zapobieżenia z jednej strony „anarchizacji” sądownictwa, a z drugiej „sędziokracji”). W fazie zadawania pytań bohatersko „opuścił” zaciekawioną izbę i przekazał pałeczkę znanym nam wiceministrom sprawiedliwości, których postawa od dawna poraża gotowością do wtłaczania w system prawny RP największych szalbierstw w historii polskiej myśli prawniczej – z wyłączeniem, co rzecz oczywista, okresu stalinowskiego.

Przy okazji znów się okazało, że Ziobro w styczniu 2020 r. nadal walczy w Polsce z „komunizmem”. W ministerialnym wystąpieniu Ziobry hasło to pojawiało się wyjątkowo często. Posłużyło dwojakim celom: z jednej strony tradycyjnie – za obelgę, której celem są degradacja i poniżenie przeciwnika politycznego, a z drugiej – za słowo-wytrych, które zaświadcza, że hasła „komunizm” i „postkomunizm” obejmują dziś wszystko, co nie leży w obecnym politycznym interesie „zjednoczonej prawicy”. Dzięki prawicowej propagandzie część społeczeństwa polskiego żyje w politycznej fatamorganie, która z jednej strony nasyca przestrzeń publiczną językiem zemsty i nienawiści, a z drugiej – w przemówieniach prawicowych polityków znajduje odległą od rzeczywistości uspakajającą ułudę. Kilka dni temu w Starachowicach, prezes PiS – zagubiony we własnych kompleksach i uprzedzeniach – bredził coś o kolejnym ataku na polską suwerenność i niepodległość. Oczywiście ze strony Unii Europejskiej. Należy się dziwić, że nie ogłosił powszechnej mobilizacji.

Drugim wydarzeniem godnym zapamiętania z 15 stycznia była dyskusja w Parlamencie Europejskim nad projektem rezolucji w sprawie praworządności w Polsce i na Węgrzech. W czasie tej debaty deputowani PiS zademonstrowali swą niezwykłą bojowość, znaną nam z minionych potyczek sejmowych. Na szczęście obyło się bez „zdradzieckich mord” i bez okrzyku o „tych pieniądzach, które nam się po prostu należą”, choć Kempie, Szydło, Brudzińskiemu i dr Jakiemu złości nie brakowało. Na tle innych ich wystąpienia raziły stylem i poziomem, a także budziły żal, że Polska – kraj pełen mądrych, pięknych duchowo ludzi, w PE ma i taką reprezentację. Patrzyłam na „te krzyczące”, słuchałam i chwilami było mi zwyczajnie wstyd: oto w 2020 r. objawił się Europie polski zaścianek – ciemny, ciasny, krzykliwy, pełen zacietrzewienia.

Klimat wystąpień polityków PiS skojarzył mi się tego dnia ze sceną, opisaną w VII księdze Mickiewiczowskiego „Pana Tadeusza”, w której szlachta zaściankowa naradzała się w sprawie zajazdu (napaści) na Soplicowo. Wśród radzących był Maciek „ochrzczony Kropicielem”, od wielkiej maczugi, którą z sobą nosił (zwanej przewrotnie Rózeczką ).
„Zabrał głos, wymawiając z wolna każde słowo
Z przestankiem i przyciskiem: „A głupi! A głupi!
A głupi wy! /../To póki o wskrzeszeniu Polski była rada,
O dobru pospolitym, głupi, u was zwada?
Nie można było, głupi, ani się rozmówić,
Głupi, ani porządku, ani postanowić /../ Precz stąd, bo jakem Maciek …”i.t.d
Przydał by się nam dziś taki Kropiciel, który wobec wszystkich tak obradujących, jak niegdyś litewski zaścianek , umiał zawołać „A głupi wy!” Dla porządku przypomnę, że „Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie” pisany był przez wieszcza w latach 1832-1834.

Po przyjęciu przez Parlament Europejski rezolucji w sprawie praworządności w Polsce i na Węgrzech (446 głosów za, 178 przeciw, 41 wstrzymujących się), w czasie kampanijnych wystąpień rozgrzewał się własnymi słowami Andrzej Duda. Stroił przy tym – jak zwykle – groźne miny oburzonego wojownika, co robiło dość groteskowe wrażenie.

Zauważyłam jednak ze zgrozą, że w czasie podróży wyborczej Dudy część z tych teatralnych, szczujących wystąpień wygłaszana jest w obecności uczniów z miejscowych szkół: czyżby śpiewające Koła Gospodyń Wiejskich już nie wystarczały?

Polską prawicę charakteryzuje nie tylko brak kompetencji europejskich, ale również brak zdolności do życia we wspólnocie narodowej, z natury rzeczy zróżnicowanej, składającej się z grup społecznych, mających różne doświadczenia, różne potrzeby, talenty i perspektywy rozwojowe, różne poglądy polityczne i światopogląd.

Zabójczy antykomunizm

W kontekście tej refleksji zastanawiam się nad momentem, w którym ta nasza III RP zaczęła się wyraźnie sypać? Okupiona na początku licznymi wyrzeczeniami ludzi pracy najemnej, którzy w okresie przemian ustrojowych płacili bezrobociem, utratą pozycji społecznej i pewności jutra. Na naszych oczach padały bezgłośnie twierdze wielkoprzemysłowej klasy robotniczej, górę brał doktryner, ksiądz, złodziej i cwaniak. W sferze polityczno-historycznej delegalizowano wysiłek kilku dziesiątek lat ludzi najemnej, inteligencji, twórców . Z woli nowych zwycięzców nie mieli racji i tak też ich traktowano. Paradoksem historii było, że chłoporobotnik Lech Wałęsa w dniu swego prezydenckiego zaprzysiężenia w 1990 r. to z rąk Ryszarda Kaczorowskiego przejął insygnia władzy prezydenckiej II RP! Nie chciał mieć nic wspólnego z państwem robotników i chłopów, czyli z PRL. Kilka lat później, w 1997 r., namawiał do odrzucenia w referendum nowej Konstytucji, bo bardziej podobał mu się system prezydencki. Dziś nie zdejmuje koszulki z napisem KONSTYTUCJA. Chichot historii.

Zobacz również

Komentował to już dawno prof. Andrzej Walicki w wywiadzie dla lewicowego „Przeglądu” w 2013 r.: ”Nowa państwowość określiła się jako bezpośrednia kontynuatorka Polski sanacyjnej, Polska symbolicznie wróciła do 1939 r., redukując PRL do czarnej dziury w dziejach narodu /…/ III RP od początku budowano na fundamencie antykomunizmu, nadając jej charakter prawicowo-konserwatywny. Odrzucano ideę pojednania narodowego bliską liberalnej demokracji”.

I choć Aleksander Kwaśniewski w 1995r próbował to zmienić swymi hasłami wyborczymi „Wybierzmy przyszłość” i „Wspólna Polska”, to nowe elity takiej Polski nie chciały. One w dalszym ciągu żywiły się antykomunizmem i na tym gruncie pogłębiały podziały społeczne. Nic dziwnego, że ludzie przestali ufać politykom, przestali ufać sobie, a solidarnościowe elity wyciszały niezadowolenie ludzi ogłupiającym wzmożeniem religijnym i kultem Jana Pawła II. W kontekst ten wpisuje się pamiętne stwierdzenie Ewy Milewicz na łamach „Gazety Wyborczej”, że SLD wolno mniej. Jako polityk tej partii zadawałam sobie wówczas pytanie, w takim razie komu wolno więcej? Dlaczego „Gazeta Wyborcza” ludziom takim, jak ja, wyznacza miejsce w szeregu? Dlaczego ja w Polsce nie mogę mieć racji?

Później mieliśmy „aferę Rywina”, która wstrząsnęła systemem politycznym III RP, zadając mu ciosy nie do odrobienia. Dziś okazuje się także, że chroniony przez wolne media wizerunek papieża , który w czasie swych pielgrzymek po Polsce zbierał nieprzebrane tłumy, okazuje się rdzewieć. Papież Polak nie zmienił oblicza „tej ziemi” tak, aby uchronić ją od przestępstw seksualnych księży, nie dostrzegał głębokiej demoralizacji kleru, począwszy od Marciala Maciela Delgolado, na księdzu Jankowskim skończywszy. Nie przestrzegał swoich gorących wyznawców przed sięganiem po kłamstwo, które jest dziś wszechobecne w polityce polskiej.
Dziś elity III RP mogą odetchnąć: mamy w końcu rządy tych, którym zawsze wolno było więcej. Przyglądam się temu, co wyczynia z polskim wymiarem sprawiedliwości Z.Ziobro i trójka jego wiceministrów („zespół mały, ale zgrany”). Znów wieje grozą. Obawiam się, że nawet perspektywa wywołania w kraju rozruchów nie przyhamowałaby jego ustrojowego awanturnictwa. Pamiętam przecież, jak paskudnie zareagował z trybuny sejmowej na śmierć Barbary Blidy, w kilka godzin po jej tragicznej śmierci, wywołanej próbą spektakularnego zatrzymania jej przez policję i prokuraturę w rodzinnym domu w Świętochłowicach. Pamiętam również, że wśród przedstawicieli nowych elit znajdują się i tacy, zdaniem których zmiana ustroju państwa nie przypieczętowana krwią przegranych, nie świadczy o wybraniu drogi właściwej.

Zakłamana historia

Dlaczego tak właśnie sądzę? Bo zwracam uwagę na tradycje, które na oczach wszystkich kultywuje rządząca pisowska oligarchia: kult „żołnierzy wyklętych” (czyli Łupaszki, Ognia i im podobnych), czyli kult nawiązujący do czasów, w których Polak strzelał do Polaka. Przypomnę tylko, że po zakończeniu II wojny światowej do 1948 r w wojnie bratobójczej zginęło jeszcze 100 tys. ludzi! Premier składa też wieniec na grobie członków Brygady Świętokrzyskiej, którzy z Polski uciekali razem z hitlerowcami. Mówi, że w 1968 r. Polski nie było, a jednocześnie nawiązuje do czasów, w których na polskich uniwersytetach działali antysemiccy pałkarze, a władze państwowe wprowadzały na uczelniach numerus clausus.

Nie podobają mi się kłamstwa Morawieckiego, podobnie, jak nie podobają mi się kłamstwa Putina, który dopiero co święcił tryumfy w Jerozolimie (swoją drogą – jak te autorytaryzmy są do siebie podobne). Obserwowałam przebieg uroczystości w Jerozolimie, w czasie których przemawiali ważni na świecie politycy. Na podium, uroczystościom towarzyszyła również orkiestra, podkreślając muzyką nastrój doniosłego wydarzenia. A mnie przypominał się wówczas musical„Skrzypek na dachu” i zapisana w nim historia pogromów, organizowanych jeszcze w carskiej Rosji przez lokalnych policmajstrów. W każdym razie Anatewkę przymusowo opuszczali Żydzi, pełni rozpaczy i żalu…. Szkoda, że Mosze Kantor nie zatroszczył się o przypomnienie w czasie tej uroczystości motywów muzycznych musicalu, znanego na całym świecie.

Putin na temat Polski kłamie, aby zamazać wydźwięk i skutki układu Mołotow-Ribbentrop oraz uwznioślić wojenną ofiarę własnego narodu. Morawiecki kłamie, aby część narodu polskiego pozbawić historii, honoru i szacunku. Trzeba było dopiero niesprawiedliwej dla nas wymowy przemówienia Putina na uroczystości w Jerozolimie, abypPrezydent Duda powiedział, że w czasie II wojny światowej żołnierze polscy bili się o naszą niepodległość na różnych frontach, a na Berlin szli i ginęli razem z żołnierzami Armii Czerwonej. Szkoda, że Prezydent RP nie zareagował, jak polityczna hołota niszczyła warszawski pomnik generała Zygmunta Berlinga.

W nowy rok – 2020 – rządy prawicy przeniosły wszystkie nie rozwiązane polskie problemy.

© 2020 Dziennik Trybuna. All Rights Reserved.

Do góry