Teraz czytasz
Samouczek aktywisty

Samouczek aktywisty

Zostań aktywistą. Bo jak dobrze wybierzesz dziedzinę, to masz szansę na dobrze płatną fuchę, w magistracie, ratuszu, a kto wie, czy nie w rządzie.

Aktywista – chce dobrze, a dla siebie nawet jeszcze lepiej. Ale najbardziej efektywny jest, gdy podrzuci mu się do wierzenia jakaś myśl podbudowaną autorytetem naukowym. Można też próbować stosować wierzenia religijne, albo polityczne, ale wtedy często nie można już mówić o aktywistach, tylko o działaczach politycznych.

Działacz polityczny – od aktywistów różni się tym, że zazwyczaj robi to czego w danym momencie potrzebuje jakaś partia. Patrz Godek Kaja, Ordo Iuris, Elbanowscy.

Godek Kaja – chcąca uchodzić za aktywistkę antyaborcyjną działaczka partyjna. Matka niepełnosprawnego dziecka. Zarabiała na życie zasiadając od czasu wygrania przez PiS wyborów jako członek rady nadzorczej państwowej spółki o nazwie Warszawskie Zakłady Mechaniczne.
Ordo Iuris – kryptoaktywiści polityczni, którzy na potrzeby twardego jądra PiS przygotują każdy akt prawny. Byle tylko chodziło w nim o to, aby wszystko, co nie wiąże się z rozmnażaniem, a ma związek z seksem, było prawem zakazane.
Elbanowscy – promowani przez PiS kryptoaktywiści, dzięki którym wiele lat trwała zadyma z pójściem sześciolatków do szkół. Gdy PiS wygrał, zamiast ciepłych posadek ministerialnych zostali opędzeni stanowiskami doradczymi w MEN.
Erbel Joanna – aktywistka miejska zwalczająca to, co w Warszawie robiła Hanna Gronkiewicz-Waltz. Od paru lat pracująca w Warszawskim Ratuszu, w związku z czym na aktywność brak jej czasu.
Jaśkowiak Jacek – niegdysiejszy aktywista miejski, który awansował na prezydenta Poznania. Robi ścieżki rowerowe. Nie robi nowych linii tramwajowych.
Bazylak Marcin – zastępca prezydenta Dąbrowy Górniczej, dokooptowany do władzy z ruchu miejskiego.
Wójcicki Jacek – popierany przez aktywistów został prezydentem Gorzowa i od tej pory nie chciał mieć z nimi już nic wspólnego.
Leśniak Tomasz – lider protestu aktywistów o nazwie „Kraków przeciwko igrzyskom” wygrywa referendum z Majchrowskim i dołącza do wymyślonego przez Majchrowskiego miejskiego zespołu ds. innowacji.
Komunikacja publiczna – coś o czym aktywista miejski ma mówić wyłącznie dobrze. Niedopuszczalne przy tym są takie słowa jak spóźnienia, zaduch, smród czy tłok.
Tworzenie przestrzeni publicznej – wyrażenie pod które aktywista może podłożyć wszystko. Od ograniczania prędkości dla samochodów, przez zwężanie jezdni, likwidację pasów ruchu i parkingów Nie od rzeczy jest też użycie tego terminu w odniesieniu do budowania przejść ze światłami co kilkanaście metrów i w uzasadnieniu dla likwidacji przystankowych zatok dla autobusów, tudzież zasypywania podziemnych przejść dla pieszych. I gdy demontuje się kładki nad ulicami, albo na chodnikach stawia się las z roślin w donicach, to aktywista ma mówić i pisać, że to też tworzenie przestrzeni publicznej.
Korki – kara dla kierowców za korzystanie z samochodów. Rosnąca z ich powodu emisja zanieczyszczeń z rur wydechowych w wypowiedziach aktywisty miejskiego mieć miejsca nie może. Tak jak wymieranie ulic, przy których z powodu zakazu parkowania, a co za tym idzie – braku klientów, plajtują wszystkie sklepy i punkty usługowe.
Ruch miejski – wbrew słownikowemu znaczeniu nie ma nic wspólnego z przemieszczaniem się przez zurbanizowany teren. Oznacza jedną, bądź wiele organizacji zrzeszających aktywistów miejskich.
Opłaty za parkowanie – coś co gdyby było drogie, powodowałoby, że ci, co mają do załatwienia w obrębie miast swoje sprawy mogli szybko znaleźć miejsca parkingowe, dzięki czemu wzrosła by ich biznesowa wydajność, zaś ci, którzy wożą się tylko do i z pracy, korzystaliby z komunikacji publicznej. Tego jednak aktywiście nie wolno mówić. Dla niego podniesienie cen parkometrów to zamykanie centrów miast przed biednymi ludźmi. Czyli zmotoryzowanymi aktywistami.
Ścieżki rowerowe – zdaniem aktywistów remedium na wszystko. Aktywista ma mówić jak dzięki rowerom dzieje się fantastycznie w kilku przywoływanych przez nich miastach. Nie należy zaś wspominać, że miasta te są nieduże, a na dodatek niemal nie spotyka się tam zim.
Ruch rowerowy – coś co zdaniem aktywistów winno wynosić 50 proc. Nie wspominać, że nie ma się na myśli zimy, ani dni kiedy pada deszcz. Ani tego, że większość jeżdżących rowerami nie znając zasad poruszania się po drogach łamie wszystkie możliwe przepisy. Nie należy też w tym kontekście używać takich słów, jak nieświeżość, pot, zmęczenie lub smród w pracy.
Prozwierzątkowiec – typ aktywisty walczącego o dobrostan zwierząt.
Udział dzieci w polowaniu – zakazana przez Sejm w formie ustawy sankcja dla myśliwych, uchodząca za największy sukces aktywistów prozwierzątkowych. Dzięki temu nieletni nie będą teraz oglądali jak zabita sarna płacze.
Myśliwy – aktywista prozwierzęcy używa tego słowa wymiennie z określeniem morderca.
Dzikie zwierzę – w zależności od kontekstu, to albo – koniecznie użyć słowa biedna – ofiara, albo stworzenie czekające na twoją pomoc/twoje pieniądze.
Szkodnik – słowo dla aktywisty prozwierzątkowego zabronione. Tak jak wspominanie o myszach, szczurach, pchłach, wszach, komarach i kleszczach.
Kornik – dla każdego aktywisty to synonim samoregulacji w przyrodzie.
Zakaz zbiorowych polowań – aktualny postulat.
Całkowity zakaz polowań – strategiczny cel aktywistów prozwierzątkowych.
Nadmierny rozrost populacji dzikich zwierząt – zwrot dla aktywistów zabroniony, ale najlepiej oddający ten stan pogłowia jeleniowatych, dzików i łosi, jakiego na ziemiach polskich nie było od 10 tys lat.
Gospodarka leśna – coś z czym każdy aktywista winien walczyć. Przeciwstawiać się zaś temu należy opowiadaniem, że przyroda ma wbudowane mechanizmy samoregulacji.
Wilk – łagodne zwierzę stroniące od ludzi, uwielbiające biegać za sarnami i jeleniami, nienawidzące zbliżania się do siedzib ludzkich i mające wrodzony wstręt do zjadania zwierząt hodowanych przez człowieka. Opowieści o watasze wilków z Dolnego Śląska, które tej definicji nie znały, w związku z czym zamiast jak głupie biegać za leśną rogacizną, postanowiły uszczknąć nieco wolnostojącej cielęciny, aktywista winien traktować jak dzieje Czerwonego Kapturka.
Dzik – zwierzę leśne, stroniące od ludzi. Zadowala się tym, co ukopie sobie w kniei. Na pola się nie zapędza. Zaś zdjęcia dzików w miastach to fotomontaże. Zaś opowieści tysięcy osób o tym, że dzik stał się już trwałym elementem fauny miejskiej trzeba składać na karb ignorancji. Bo po prostu te osoby mylą dzika z dorodnym psem.
Fermy zwierząt futerkowych – aktywista może wymiennie z tym określeniem używać terminu obozy koncentracyjne lub obozy śmierci. Przy każdej okazji winien też pokazywać film Stowarzyszenia Otwarte Klatki sprzed 6 lat pokazujący, że fermy zwierząt futerkowych, to „nieleczone rany, gnijące zwłoki zwierząt razem z żywymi, norki i lisy z objawami chorób psychicznych”. Aktywista winien też unikać wdawania się w dyskusje, że zamiast zamykać fermy lepiej wysłać tam kontrolerów, aby sprawdzili czy hodowla odbywa się zgodnie z polskim, spełniającym humanitarne unijne standardy prawem. Aktywista prozwierzątkowy, gdyby ktoś zadał mu pytanie, czy hodowcy lisów i norek traktują tak źle zwierzęta, bo najwyższe ceny osiągają skórki przeżarte rakiem, wyleniałe i ponadgryzane, ma nie odpowiadać. Bo ktoś, kto tak mówi, to prowokator.
Fermy kur – obozy koncentracyjne. Gdy PiS zakaże istnienia ferm zwierząt futerkowych Stowarzyszenie Otwarte Klatki zaprezentuje odpowiedni film.
Chlewnie – patrz fermy zwierząt futerkowych i kur.
Antyszczepionkowiec – aktywista, który źle wyczuł koniunkturę i postawił na coś, co poza kłopotami z prawem, nie przełoży się na osobisty sukces.

Komentarze (0)

Zostaw komentarz

Your email address will not be published.

© 2020 Dziennik Trybuna. All Rights Reserved.

Do góry