Teraz czytasz
Śmieciówkowy horror

Śmieciówkowy horror

Pandemia wirusa SARS-CoV-2 obnażyła słabość współczesnych państw. Czeka nas kryzys i głęboka recesja. Im gorszą pozycję w hierarchii społecznej zajmujesz, tym mocniejsze konsekwencje zaistniałej sytuacji poniesiesz.

Model produkcji towarów i dystrybucji usług oparty o dywersyfikację ryzyka, bez dywersyfikacji zysków, wysadzi naszą gospodarkę w powietrze, a po wszystkim może nie być czego zbierać.

Bez pracy i pieniędzy

Odkąd rząd podjął decyzję o zamknięciu galerii handlowych, pracownicy drobnych usług pozostają odcięci od możliwości zarobkowania. Cierpią zatrudnieni w gastronomii, handlu, przedstawiciele branży MICE (turystyka biznesowa), przewodnicy wycieczek, organizatorzy targów i imprez masowych. Po głowie dostał transport osobowy. Czy rząd im pomoże? Przedsiębiorcom pewnie tak. Pracownicy, którzy – w większości przypadków z naruszeniem Kodeksu Pracy – faktycznie przymuszeni zostali do podpisania umowy zlecenia lub umowy o dzieło, zostali zostawieni na pastwę losu. Dochody większości zatrudnionych na umowach cywilnoprawnych urwą się 14 marca 2020 r.

Rząd wiedział

Rząd PiS doskonale wie o problemie. Sam obiecywał ukrócić patologie śmieciowego rynku pracy, był adresatem licznych apeli lewicy i związków zawodowych. Przez chwilę nawet wydawało się, że ma zamiar coś z problemem zrobić, bo wprowadzenie minimalnej płacy godzinowej także dla osób zatrudnionych na umowach cywilnoprawnych było ruchem dobrym. Ostatecznie jednak rządy PiS ugięły się pod naporem lobby wielkiego kapitału, a ten do perfekcji opanował indywidualizację zysków i uspołecznianie strat. Przypomnijmy, że w ogromnej większości przypadków polscy zatrudnieni na umowach zlecenie powinni mieć umowy o pracę. Gdy zleceniobiorca musiał wykonywać zlecenie w ściśle określonym miejscu i czasie i pozostawał w zależności od zleceniodawcy, gdy zlecenie nie mogło być wykonane przez osobę trzecią, gdy umowa koniecznie jest odpłatna, gdy zleceniodawca sprawuje nadzór nad zleceniobiorcą – należy się etat. Tak wynika z Kodeksu Pracy.

Kryzys uderzył w najsłabszych

Wśród zatrudnionych w oparciu o umowy cywilnoprawne, większość to osoby wykonujące proste prace, wymagające niskich kwalifikacji, próżno od nich oczekiwać doskonałej znajomości prawa pracy i własnych praw. Od kilku dni kilka milionów ludzi, z dnia na dzień, bez możliwości przygotowania się, znajduje się na przymusowym bezrobociu. Bez prawa do zasiłku, bez możliwości ubiegania się o wypłatę za czas przestoju. Gdy osoba pracuje na umowie o pracę i z niezawinionych przez nią powodów wykonanie pracy nie jest możliwe, odpowiedzialność za zaistniałą sytuację ponosi pracodawca, a prawo pracowników do wynagrodzenia podlega ochronie (Art. 81 §2 Kodeksu Pracy). Gdy nie ze swojej winy nie pracuje zatrudniony na umowie zlecenie, pracodawca tylko śmieje mu się w twarz.
Nietrudno się domyślić, że nagła utrata wynagrodzenia w sytuacji, w której osoby na śmieciówkach – czyli takie jak ja – przeznaczają średnio 50 proc. wynagrodzenia na wynajęcie mieszkania/pokoju, spowoduje, że osoby te albo nie będą miały co jeść, albo nie będą miały gdzie mieszkać. Przychylni lokatorom landlordzi zapewne zgodzą się na czasową redukcję kosztów wynajmu. Nieprzychylni – lokatorów wyrzucą.

Obok społecznego jest też aspekt czysto epidemiologiczny: niewolniczy model zatrudnienia, oparty o śmieciówki, będzie gwoździem do naszej trumny. W okresie poprzedzającym stan zagrożenia epidemicznego, osoby zatrudnione na umowy zlecenia, mimo złego samopoczucia, przychodziły do pracy. Nic to, że osoba osłabiona jest dużo bardziej podatna na infekcję koronawirusem, i – choć często przecież młoda – na rozsiewanie tego wirusa dalej. Ile osób w Polsce przychodziło do pracy i potencjalnie dalej rozsiewało koronawirusa? Gdyby osoby te objęte były ubezpieczeniem chorobowym, w przypadku wystąpienia pierwszych symptomów mogłyby poddać się domowej kwarantannie.

Zobacz również

Prywatyzacja zysków, uspołecznienie strat

Pozostaje też sprawa zwykłej uczciwości. Pracownicy ponoszą negatywne konsekwencje spadku (braku) obrotów, natomiast w czasie, gdy te obroty rosły, nie mieli z tego tytułu żadnych korzyści. Jeżeli firma funkcjonuje przez 13h dziennie, płacąc 17 zł/h, to koszty stałe zatrudnienia wynoszą 221 zł/dzień. Dlaczego zatem, skoro pracownicy nie dostają wynagrodzenia w czasie, gdy firma nie działa, nie jest tak, że dostają pewien procent od przychodu powyżej 221 zł? System oparty o śmieciówki stworzył dla tzw. “przedsiębiorców” idealny model dywersyfikacji ryzyka bez dzielenia się potencjalnymi zyskami.

Czy czegoś nas to nauczy?

Żyjemy w państwie z kartonu i obecny kryzys powinien dać wszystkim do zrozumienia, że to się powinno zmienić. Ale czy się zmieni – wątpię. Prędzej spodziewam się narastania nastrojów ksenofobicznych, antyeuropejskich, antyglobalizacyjnych, wsobnych, zarządzania strachem. Globalizacja rozmontowała państwa z ich aparatem reagowania, zniszczyła wspólnotowość, doprowadziła do skrajnej atomizacji, w której – przez radykalnym indywidualizm – nie da się przeciwstawić poważnym zagrożeniom. Obawiam się, że odpowiedzią na ten brak wspólnotowości będzie wspólnotowość ekskluzywna, taki faszyzm 2.0.

Komentarze (0)

Zostaw komentarz

Your email address will not be published.

© 2020 Dziennik Trybuna. All Rights Reserved.

Do góry