Teraz czytasz
Wydrukowany senator, czyli pisowscy sędziowie w działaniu

Wydrukowany senator, czyli pisowscy sędziowie w działaniu

Na kartach do głosowania w Senackim Okręgu Wyborczym nr 2, przy imieniu i nazwisku zgłoszonego przez partię Polska Lewica członka SLD Kazimierza Klimka umieszczono błędnie symbol komitetu wyborczego koalicji Lewica, z przyczyny natury pragmatycznej (pięcioprocentowy sejmowy próg wyborczy zamiast ośmioprocentowego) startującej w wyborach pod nazwą Sojusz Lewicy Demokratycznej.

Na Klimka zagłosowało 27158 wyborców, zwycięski kandydat Prawa i Sprawiedliwości Krzysztof Mróz wyprzedził startującego z poparciem Lewicy i Koalicji Polskiej kandydata Koalicji Obywatelskiej o 1168 głosów, co stanowiło 5,02 proc. głosów oddanych na sejmową listę Lewicy (23256) w powiatach tworzących Senacki Okręg Wyborczy nr 2 (jaworski, jeleniogórski, kamiennogórski, złotoryjski, Jelenia Góra). Do zwycięstwa Mroza wystarczyło, żeby: po pierwsze, co dziewiętnasty – dwudziesty wyborca Lewicy uznał Klimka za osobę przez nią zgłoszoną (a w obwieszczeniu wyborczym widniało, zgodnie z prawdą, iż Klimek należy do Sojuszu Lewicy Demokratycznej), po drugie, nie zauważył obecności kandydata KO lub pomimo jego obecności postanowił zagłosować na kandydata Lewicy. Oczywiście, decyzje wyborcze powinno się podejmować po uważnym zapoznaniu się z obwieszczeniami, nie zaś na podstawie pobieżnego przejrzenia karty do głosowania. Różnie jednak bywa w rzeczywistości, dotyczy to także części lewicowego elektoratu.
Krajowa Rada Sądownictwa, składająca się w olbrzymiej większości z osób wybranych dzięki poparciu pisowskich posłów i senatorów poprzedniej kadencji parlamentarnej, wyselekcjonowała wszystkich kandydatów do pełnienia urzędu sędziowskiego w nowo utworzonej Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego. Powołani przez prezydenta Dudę sędziowie stwierdzili niedawno ważność wyborów do Sejmu oraz Senatu. Nikt myślący racjonalnie nie zakładał, rzecz jasna, iż Prawo i Sprawiedliwość zacznie teraz ordynarnie fałszować wybory. Zdarzają się jednak sytuacje niejednoznaczne, takie jak wyżej opisana. Formalnie rzecz biorąc, nie da się wykazać ponad wszelką wątpliwość, że choćby jeden wyborca zagłosował niezgodnie ze swoją wolą z powodu błędu drukarskiego. Sąd ma oczywiście prawo przeprowadzenia tak zwanego dowodu z zeznań świadków, ale zeznać można niemal wszystko, niekoniecznie zgodnie ze stanem rzeczywistym. Jest jednak wynik wyborów z 2015 roku, w których startujący w tym samym okręgu, zgłoszony przez komitet wyborczy Obywatele do Parlamentu Kazimierz Klimek zdobył 6063 głosy (5,93 proc.), podczas gdy w 2019 roku 27158 głosów (21,58 proc.). Nie da się sensownie wyjaśnić skali tej różnicy ponad dwudziestu tysięcy głosów oraz kilkunastu punktów procentowych inaczej, niż zespolonym efektem informacji z obwieszczenia wyborczego o przynależności Klimka do SLD w połączeniu z niewłaściwym symbolem komitetu wyborczego na karcie do głosowania.
Byłoby chyba przesadą liczenie na to, że senator Mróz uniesie się honorem i zrezygnuje z mandatu senatorskiego, umożliwiając ponowne przeprowadzenie wyborów, w których znów wystartuje. Myślę, iż w podobnej sytuacji nie oczekiwalibyśmy takiego postępowania od lewicowego senatora. Zastanawiam się jednak, jaki będzie komfort wykonywania mandatu senatora przez osobę, która zapewne zdaje sobie sprawę z tego, że niemal na pewno zawdzięcza swój sukces błędowi drukarskiemu. Kibice sportowi nazywają nieuczciwe sędziowanie drukowaniem, a wynik tak sędziowanego meczu określają jako wydrukowany. Okazuje się, iż można być również, w nieco innym znaczeniu tego sformułowania, wydrukowanym senatorem. Co ciekawe, przed czterema laty Mróz (wtedy jedynie wieloletni działacz etatowy Prawa i Sprawiedliwości, radny Jeleniej Góry) wygrał wybory uzyskując zaledwie 31,08 proc. oddanych głosów, zawdzięczając zwycięstwo rozdzieleniu się poparcia pozostałych wyborców na pięciu innych kandydatów. Przy takim szczęściu Krzysztof Mróz powinien koniecznie zagrać w jakąś grę liczbową. Mógłby też ewentualnie typować wyniki rozgrywek polskich gier zespołowych. Tylko sędzia musiałby być z PiS-u.

© 2020 Dziennik Trybuna. All Rights Reserved.

Do góry