Teraz czytasz
Lewy odzyskał pozycję lidera

Lewy odzyskał pozycję lidera

W Bundeslidze w jej 57-letniej historii tylko dwóch piłkarzy w 19. kolejkach strzeliło 21 goli. Pierwszy tej sztuki dokonał w sezonie 1972/1973 słynny Gerd Mueller, a w minioną sobotę wyczyn legendarnego niemieckiego napastnika powtórzył Robert Lewandowski, który znów samodzielnie przewodzi w klasyfikacji strzelców tego sezonu.

W obecnych rozgrywkach Bundesligi rywalizacja o tytuł króla strzelców jest nie mniej interesująca niż walka o mistrzostwo Niemiec. W obu przypadkach biją się gracze dwóch klubów – Bayernu Monachium i RB Lipsk. Sponsorowana przez Red Bulla drużyna z Lipska rzuciła bawarskiemu potentatowi podwójne wyzwanie, bo chce mu odebrać mistrzowski tytuł, a przy okazji umożliwić Timo Wernerowi przerwanie strzeleckiej hegemonii Lewandowskiego.
Kapitan reprezentacji Polski był samodzielnym liderem klasyfikacji strzelców przez całą rundę jesienną, a już po 9. kolejce, gdy miał na koncie 13. trafień i o siedem wyprzedzał drugiego w zestawieniu Wernera, w mediach pojawiły się opinie, że „Lewemu” właściwie już można gratulować zdobycia piątego w karierze tytułu króla strzelców Bundesligi. Przypominano, że w sezonie 2013/2014 wygrał rywalizację strzelając 20 goli, w sezonie 2015/2016 zwyciężył wynikiem 30 trafień, w sezonie 2017/2018 potrzebował do tego 29 bramek, ale już w poprzednim sezonie (2018/2019) wystarczyły mu tylko 22 gole.
Sytuacja zmieniła się po 10. kolejce, bo wtedy ekipa RB Lipsk rozbiła FC Mainz 8:0, a Werner skompletował w tym spotkaniu hat-tricka i zaliczył trzy asysty. A potem poszedł za ciosem i w ośmiu kolejnych ligowych meczach zdobył aż 11 bramek, co pozwoliło mu zbliżyć się do kroczącego wolniejszym tempem Lewandowskiego na jedno trafienie. Polak kończył rundę jesienną z 19. bramkami na koncie, a Werner z 18. Ale już w pierwszej kolejce wiosennej rundy napastnik RB Lipsk zaliczył dwa trafienia i zrównał się w ich liczbie z „Lewym”, który odpowiedział tylko jedną bramką. Przed 19. kolejką obaj mieli zatem po 20 trafień. A to już był strzelecki dorobek, który aż w 12 poprzednich sezonach niemieckiej ekstraklasy zapewniał koronę króla strzelców (choćby Lewandowskiemu w 2014 roku).
Zmagania „Lewego” i Wernera już budzą emocje nie tylko w Niemczech, bo wcześnie rywalizację na takim poziomie prowadzili jedynie w lidze hiszpańskiej Leo Messi z Cristiano Ronaldo, ale nawet ci dwaj genialni gracze w sezonach, gdy bili strzeleckie rekordy, w żadnym po 18 kolejkach nie mieli we dwójkę po 20 bramek na koncie.
W miniony weekend Werner nie dotrzymał jednak kroku Lewandowskiemu, po w przegranym przez RB Lipsk 0:2 spotkaniu z Eintrachtem Frankfurt zaliczył pusty przebieg, podczas gdy polski napastnik Bayernu w wygranym z Schalke 5:0 meczu strzelił gola i zaliczył asystę. tym samym po 19. kolejkach Lewandowski znów jest samodzielnym liderem z dorobkiem 21 bramkę, a takim osiągnięciem przed nim mógł się pochwalić jedynie legendarny Gerd Mueller w sezonie 1972/1973. Warto przypomnieć, że w sezonie 2016/2017 kibice w Niemczech ekscytowali się strzeleckim pojedynkiem Lewandowskiego z Pierre-Emerickiem Aubameyangiem, w którym „Lewy” zdobył 30, a jego rywal 31 bramek. Był to najlepszy wynik w Bundeslidze od 40 lat, ale warto wiedzieć, że po 19. kolejce Polak i Gabończyk mieli odpowiednio 14 i 17 goli.
Tocząca się w tym sezonie rywalizacja 31-letniego Lewandowskiego z 23-letnim Wernerem jest rzecz jasna dla Niemców znacznie bardziej ekscytująca. Tym bardziej, że wcale nie jest przesądzone, że wygra ją Polak. A to dlatego, że trenerem zespołu RB Lipsk jest Julian Nagelsmann, uznawany obecnie za najlepszego szkoleniowca w Bundeslidze, który już pokazał, że potrafi świetnie pracować z napastnikami. Życiowe osiągnięcia pod jego reką uzyskali tacy gracze, jak Andrej Kramarić, Ishak Belfodil, Mark Utha, Joelinton, Adam Szalai czy Sandro Wagnera. Żaden z nich nie był tak skuteczny jak obecnie Werner, ale też żaden z nich nie miał takiego talentu. Poza tym Niemiec jest najważniejszym trybem w zbudowanej w Lipsku przez Nagelsmann świetnie pracującej piłkarskiej maszynerii i korzysta na pracy całego zespołu, podczas gdy „Lewy” często musi pracować na cały zespół Bayernu i wyciągać go za uszy z tarapatów.
Co nie zmienia faktu, że dzięki temu w tym sezonie rywalizacja o mistrzostwo Bundesligi póki co daleka jest do rozstrzygnięcia. Na razie liderem wciąż jest RB Lipsk (40 pkt), ale po wpadce z Eintrachtem ma już tylko jeden punkt przewagi nad Bayernem, dwa punty nad trzecią Borussią M’gladbach (3:1 z FC Mainz) i cztery „oczka” na czwartą Borussią Dortmund (5:1 z FC Koeln), w której właśnie rozkwita wielki talent 19-letniego Erlinga Halanda. Norweg w dwóch tegorocznych kolejkach zdobył już pięć bramek.

Komentarze (0)

Zostaw komentarz

Your email address will not be published.

© 2020 Dziennik Trybuna. All Rights Reserved.

Do góry