Teraz czytasz
Nie mają gdzie trenować

Nie mają gdzie trenować

W wyniku zakazów nakładanych z powodu pandemii koronowirusa, także polscy sportowcy znaleźli się trudnym położeniu. Od 1 kwietnia rząd ograniczył praktycznie do zera nawet możliwości treningowe. Zamknięto ośrodki sportowe, siłownie, stadiony, nie wolno wchodzić też do lasów i parków.

Od środy 1 kwietnia rząd wprowadził kolejne obostrzenia mające pomóc w zwalczeniu epidemii koronawirusa. W wydanym rozporządzeniu zabrania się wchodzić do parków i innych miejskich terenów zielonych, zaleca się nie uprawiać sportu na świeżym powietrzu. To kolejny cios dla profesjonalnych sportowców, którzy ten zakaz odebrał ostatnie możliwości do treningu. Wcześniejsze restrykcje nie były tak rygorystyczne. Można było ćwiczyć na powietrzu, należało tylko zachować ostrożność i wykonywać je w pojedynkę, maksymalnie w dwie osoby. Teraz już tego nawet nie wolno.
Nie wprowadzono oficjalnego zakazu uprawiania sportu, ale najnowsze dyrektywy resortu zdrowia, poparte bez żadnych zastrzeżeń przez ministerstwo sportu, de facto taki właśnie zakaz oznaczają. Dla zawodowych sportowców to problem, bo nieprecyzyjność tego rozporządzenia naraża ich na sankcje ze strony funkcjonariuszy policji, którzy mogą przecież uznać, że bieganie to nie jest dozwolona konieczność wyjścia z domu, jak zakupy w sklepie czy przemieszczenia się do miejsca pracy. I mogą wlepić mandat, a z wielu stron dochodzą sygnały, że czynią to nader skwapliwie. Inna sprawa, że obywatele przydybani przez stróżów prawa na joggingu nie przyjmują kar twierdząc, zresztą słusznie, że są bezprawne. Profesjonalni sportowcy chcieliby jednak mieć pewność, że jeśli mimo wszystko wyjdą z domu poćwiczyć na świeżym powietrzu, nie zostaną za to ukarani grzywną. Ministerstwo sportu mogłoby coś w tej kwestii zrobić, ale nawet nie próbuje.
Nikt ze sportowców nie podważa sensu nakazów ograniczenie wyjść do minimum, bo każdy zdaje sobie sprawę, że jest to jeden z podstawowych sposobów na powstrzymanie rozwoju epidemii koronawirusa. Nie wszyscy mogą jednak podtrzymać formę trenując wyłącznie w domowym zaciszu. Mogą to robić przedstawiciele dyscyplin i konkurencji, w których do treningu powszechnie używa się trenażerów, jak kolarze czy wioślarze. Biegacze mogą wykorzystywać ruchome bieżnie, jeśli tylko zmieszczą im się w domach. Ale co mają zrobić miotacze, skoczkowie wzwyż, o tyczce, albo płotkarze?
W znacznie mocniej dotkniętych epidemią Niemczech pod pewnymi warunkami niektóre centra sportowe jednak udostępniono elicie wyczynowych sportowców. Zapewne przy zachowaniu zasad bezpieczeństwa w małych grupach da się normalnie trenować, ale skorzystanie z takiej opcji powinno być dobrowolne, bo w przypadku skoszarowania trudno przewidzieć jak długo ten stan potrwa. U nas rozważania nad takim rozwiązaniem są jednak od 25 marca bezprzedmiotowe, bo tego dnia dyrekcji Centralnego Ośrodka Sportu wydała oddziałom terenowym zakaz przyjmowania sportowców i przeprowadzenie ewentualnych remontów.
Nikt z tego powodu kopii jednak kruszył nie będzie. Wiadomo, że wszelkie obiekty sportowe, zwłaszcza kontrolowane przez państwo, mogą być strategiczną rezerwą infrastrukturalną na wypadek klęsk żywiołowych i kataklizmów. Miejmy nadzieję, że się do niczego takiego nie przydadzą, ale dobrze jest wiedzieć, że jakby co – znajdą potrzebniejsze zastosowanie niż utrzymanie formy potencjalnych mistrzów olimpijskich.

Komentarze (0)

Zostaw komentarz

Your email address will not be published.

© 2020 Dziennik Trybuna. All Rights Reserved.

Do góry