Teraz czytasz
Strach przed koronawirusem

Strach przed koronawirusem

Epidemia koronawirusa wybuchła przed Nowym Rokiem w Wuhan, stolicy prowincji Hubei w środkowych Chinach. Mimo ogromnych starań chińskich władz żeby ją zwalczyć, liczba ofiar i zakażonych rośnie, co powoduje rosnącą panikę na świecie. Także w środowisku sportowym. IAAF odwołał już zaplanowane w lutym w Nankinie halowe mistrzostwa świata.

Nowy koronawirus wywołuje zapalenie płuc, które może być śmiertelne. W Chinach kontynentalnych zakażenie potwierdzono już u ponad 17 tys. osób, a blisko czterysta osób już zmarło. Przypadki zakażeń wykryto także w innych krajach, w tym w Niemczech, Rosji, Francji i Włoszech. Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) nowy wirus stanowi zagrożenie zdrowia publicznego o zasięgu międzynarodowym.
Organizatorzy sportowych zawodów w Chinach mogli tylko ze zgrozą obserwować, jak narasta lawina odwołań. Zaczął FIS rezygnując z przeprowadzenia w lutym zawodów Pucharu Świata w narciarstwie alpejskim w Yanqing. Potem taką samą decyzję podjęli działacze IAAF, którzy postanowili przenieść zaplanowane na marzec lekkoatletyczne halowe mistrzostwa świata w Nankinie na 2021 rok, a przy majowych mityngach Diamentowej Ligi w Shenzen i Szanghaju postawiono znaki zapytania. Jeszcze w styczniu dołączyła do nich Światowa Federacja Tenisowa (ITF) odwołując na razie tylko do końca kwietnia wszystkie turnieje organizowane w Chinach pod jej szyldem.
Rozwojowi sytuacji w Chinach przyglądają się też szefowie Międzynarodowej Federacji Samochodowej (FIA). „W związku z epidemią koronawirusa, która wybuchła w Chinach na początku roku, FIA ściśle monitoruje sytuację z odpowiednimi władzami i federacjami krajowymi. Jeśli będzie to konieczne, to FIA podejmie wszelkie działania w celu ochrony globalnej społeczności sportów motorowych i publiczności” – napisano w oświadczeniu przesłanym przez FIA do mediów. To oznacza, że federacja bierze pod uwagę odwołanie wyścigu o Grand Prix Chin w Szanghaju zaplanowanego w dniach 17-19 kwietnia.
A co z letnimi igrzyskami olimpijskimi w Tokio, których otwarcie ma się odbyć przecież 24 lipca? Niemiecka agencja DPA poinformowała, że działacze MKOl zwrócili się do Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) z prośbą o opinię, czy rozwój epidemii wirusa może zagrozić igrzyskom. „To prawda, skontaktowaliśmy się z WHO w sprawie koronawirusa. Będziemy też współpracować z wszystkimi organizacjami, które monitorują występowanie chorób zakaźnych i próbują się im przeciwstawić. Bezpieczeństwo wszystkich olimpijczyków jest dla nas priorytetem” – potwierdzili przedstawiciele Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. Reakcja japońskich władz była natychmiastowa. „Nasze przygotowania do igrzysk przyspieszyły. Musimy zmierzyć się z koronawirusem, aby go zatrzymać. Zrobimy wszystko, aby rozwiązać ten problem” – zapewnił gubernator Tokio Yuriko Koike na łamach brytyjskiego dziennika „The Guardian”.
Niepewność jednak rośnie, bo dzisiaj nikt nie jest jeszcze w stanie powiedzieć, kiedy wirus wyhamuje. To stanowi problem m.in. dla piłkarskich działaczy w Chinach. Liga w tym kraju miała rozpocząć rozgrywki 22 lutego, ale inaugurację odwołano bez podania nowego terminu. „Decyzja o odroczeniu krajowych zawodów piłkarskich w sezonie 2020 ma pomóc w zapobieganiu i kontroli epidemii zapalenia płuc wywołanego przez zakażenie koronawirusem. Naszym celem jest ochronić zdrowie kibiców, dziennikarzy, zawodników, trenerów i wszystkich pracowników klubu” – poinformowali w oświadczeniu działacze Chińskiego Związku Piłki Nożnej.
W chińskiej ekstraklasie występuje tylko jeden polski piłkarz – były reprezentant naszego kraju Adrian Mierzejewski, który w tej chwili jest związany rocznym kontraktem z klubem Chongqing Lifan. Należy do licznego grona cudzoziemskich graczy, także przybyłych tu z mocnych europejskich lig i markowych klubów, jak Brazylijczyk Paulinho (FC Barcelona), Hulk (Zenit Petersburg, FC Porto) czy Mousa Dembele (kiedyś Tottenham). Mierzejewski na razie czeka na rozwój wydarzeń i nie ulega panice, ale nie wszyscy obcokrajowcy wykazują się taką postawą.
Brazylijska piłkarka nożna Millene Fernandes, która podpisała kontrakt z piłkarskim klubem Wuhan Xinjiyuan, zamknęła się w swoim domu i zaczęła słać apele o pomoc. „Jestem bardzo zaniepokojona. Nie wychodzę ze swojego mieszkania. Chcę opuścić Chiny i mam nadzieję, że brazylijski rząd mi pomoże bo linie lotnicze zrezygnowały z lotów do Wuhan do odwołania” – skarży się Fernandes w przekazie wideo, który wysłała do agencji AFP.

© 2020 Dziennik Trybuna. All Rights Reserved.

Do góry