Teraz czytasz
Tragiczna śmierć legendy NBA

Tragiczna śmierć legendy NBA

W niedzielny wieczór na obrzeżach Los Angeles w katastrofie prywatnego helikoptera zginął legendarny amerykański koszykarz Kobe Bryant. Wraz nim życie straciło jeszcze osiem osób, a wśród nich jego 13-letnia córka Gianna.

Kobe Bryant był nie tylko genialnym koszykarzem, który przez ponad 20 lat sportowej kariery czarował swoim kunsztem w lidze NBA, ale także ikoną popkultury i uosobieniem amerykańskiego wzorca życiowego powodzenia. Urodził się 23 sierpnia 1978 roku w Filadelfii. Jego ojciec, zawodowy koszykarz, znalazł zatrudnienie we Włoszech, gdzie przeniósł się z rodziną. Tam też Kobe dorastał i stawiał pierwsze koszykarskie kroki. Ale że talent do tej gry miał nietuzinkowy, do ligi NBA trafił zaraz po skończeniu szkoły średniej, z pominięciem gry w rozgrywkach uniwersyteckich.
Przystań w Los Angeles Lakers
W 1996 roku został wybrany do zespołu Charlotte Hornets, ale po tygodniu oddano go w ramach wymiany do Los Angeles Lakers. I w tym klubie grał już do końca kariery, zdobywając z nim pięć tytułów mistrzowskich (2000, 2001, 2002, 2009, 2010) i stając się legendą nie tylko Lakers, ale całej ligi. Aż 18 razy wystąpił w Meczu Gwiazd NBA. W 2008 roku został wybrany MVP sezonu zasadniczego ligi, a w dwóch kolejnych sezonach MVP finałów NBA. Ma też w dorobku dwa złote medale olimpijskie z reprezentacją USA, zdobyte w 2008 w Pekinie i w 2012 w Londynie. Przydarzyły mu się też wstydliwe epizody, m.in. był oskarżony o napaść seksualną, co omal nie doprowadziło do rozpadu jego rodziny. Zdołał jednak wszystkie swoje grzechy naprawić i odzyskał nadszarpniętą skandalem reputację. Gdy w 2016 roku postanowił definitywnie zakończyć sportową karierę, był żegnany z honorami należnymi najwybitniejszym postaciom tego sportu, jakimi przed nim żegnano Michaela Jordana czy Earvina „Magic” Johnsona.
Chociaż bardzo się tego obawiał, to jednak szybko znalazł dla siebie nowe pola do działania. W biznesie radził sobie równie dobrze jak na parkiecie, tworząc pokaźne imperium finansowe, którego wartość szacowana jest dzisiaj na ponad dwa miliardy dolarów.
Życie na sportowej emeryturze
Jeszcze w trakcie kariery był ambasadorem takich marek, jak Nike, McDonald’s, Sprite, Nutella, Mercedesa czy Turkish Airlines. Po jej zakończeniu rozwinął fundusz venture capital Bryant Stibel, inwestujący w przedsięwzięcia z branży sportowej i wellness, ale także medialnej, technologicznej czy analizy danych. Spółka ma za sobą inwestycje m.in. w Dell czy Alibabę, a także spółkę Epic Games (wydawcę gry Fortnite) czy szwedzki bank Klarna. Zainwestował także w spółkę BodyArmor produkującą napoje sportowe oraz w spółkę Granity Studios, zajmującą się publikowaniem książek i produkcją filmów o tematyce sportowej. W 2018 roku film „Dear Basketball” przygotowany w studiu przez Bryanta oraz Glena Keane’a otrzymał Oscara za najlepszy krótkometrażowy film animowany.
Granity Studios wydało też jego autobiografię „Kobe Bryant. Mentalność Mamby. Jak zwyciężać”. Nie tylko w tej formie zmonetyzował swój boiskowy przydomek „Mamba”. Stworzył też m.in. ligę koszykarską Mamba League oraz akademię sportową Mamba Sports Academy w Thousand Oaks pod Los Angeles. To właśnie tam leciał helikopterem, na mecz w turnieju Mamba Cup, w którym drużyna jego również utalentowanej koszykarsko córki miała zmierzyć się z drużyną „Lady Mavericks”.
Tragiczny w skutkach lot
Należący do Bryanta helikopter Sikorsky S-76, za sterami którego zasiadał doświadczony pilot ormiańskiego pochodzenia Ara Zobayan, wystartował z Wayne Airport Orange County w niedzielę o rano o godz. 9:06 lokalnego czasu (18:06 polskiego). Pierwsze wezwanie pomocy zarejestrowano o godz. 9:47 (18:46). Z tego, co do tej pory zdołano ustalić, wynika, iż zanim śmigłowiec runął na ziemię, wykonywał zwrot w lewo na wysokości około 730 metrów i próbował wznieść się powyżej warstwy chmur. Z danych serwisu Flightradar24 wynika, że maszyna leciała wzdłuż autostrady międzystanowej numer 5, potem wykonała zwrot na zachód, a tuż po 9:40 znów wykonała zwrot, tym razem na południowy zachód, wznosząc się na 2000 stóp (610 metrów), lecz wkrótce zaczęła szybko opadać i rozbiła się o wzgórze na wysokości około 1400 stóp nad poziomem morza (425 metrów). W momencie uderzenia Sikorsky S-76 poruszał się z prędkością blisko 300 km/h, zaś opadał z prędkością ponad 1220 metrów na minutę. Nikt z pasażerów helikoptera nie przeżył katastrofy, co potwierdziły przybyłe na miejsce zderzenia służby ratunkowe.
Na podstawie wstępnych ustaleń postawiono tezę, iż prawdopodobną przyczyną wypadku były złe warunki pogodowe, głównie gęsta mgła, z powodu której uziemione zostały wszystkie śmigłowce policyjne. Maszyna Bryanta również nie powinna otrzymać zgody na start, ale jak informują amerykańskie media, dostała specjalne zezwolenie VFR, które uprawnia pilota do wzniesienia maszyny w warunkach gorszych od uważanych za „minimalne” w lotnictwie cywilnym (podstawa chmur 1000 stóp, 3 mile widoczności). Wydaje się je zwykle wtedy, gdy pilot deklaruje lot w kierunku, gdzie panują lepsze warunki pogodowe.
Badanie miejsca katastrofy jest utrudnione ze względu na trudny dojazd, a także dużą powierzchnię na której znajdują się szczątki rozbitego helikoptera. Samo sprowadzenie ciał osób, które zginęły, może zająć kilka dni. Przyczyny wypadku badają specjaliści z Narodowej Rady Bezpieczeństwa Transportu (National Transportation Safety Board). Jej śledczy zwykle przygotowują wstępny raport w ciągu 10 dni od wypadku. Sporządzenie szczegółowego raportu i ustalenie przyczyny wypadku może zająć ponad rok.
W katastrofie oprócz Kobe Bryanta i jego córki Gianny Marii Onore-Bryant oraz pilota Ary Zobayana, zginęli jeszcze trener drużyny baseballowej z Orange Coast College John Altobelli z żoną Keri oraz ich córką Alyssą, rówieśniczką Gianny i jej koleżanką z drużyny koszykarskiej, trenerka zespołu dziewczynek Christina Mauser, a także druga z koleżanek Gianny z zespołu zaproszona na pokład śmigłowca Payton Chester i jej matka Sarah Chester.
Tragiczna śmierć słynnego sportowca i towarzyszących mu w ostatniej podróży osób wywołała głębokie poruszenie na świecie. Swój żal wyraziło wielu wybitnych sportowców oraz przedstawicieli świata polityki i kultury. Michael Jordan napisał: „Jestem w szoku po tej tragicznej wiadomości. Żadne słowa nie opiszą bólu jaki czuję. Kochałem Kobego, był dla mnie jak młodszy brat. Często rozmawialiśmy i będzie mi bardzo brakować tych rozmów. Był prawdziwym wojownikiem, jednym z najlepszych i najbardziej kreatywnych, ale też wspaniałym ojcem, który bardzo kochał swoją rodzinę. Był też dumny z pasji córki do koszykówki. Razem moimi najbliższymi ślemy najgłębsze kondolencje jego żonie Vanessie, wszystkim ludziom z Los Angeles Lakers i fanom koszykówki na całym świecie”.
Powszechny żal po stracie
Hołd Bryantowi złożyli nie tylko dawni i obecni gracze NBA, a wśród nich Marcin Gortat, lecz także m.in. obecny prezydent USA Donald Trump i jego poprzednik, Barack Obama, piłkarze Leo Messi, Neymar, Robert Lewandowski, tenisiści Rafael Nadal, Novak Djoković, Maria Szarapowa, Petra Kvitova, Stan Wawrinka, lekkoatleta Usain Bolt, aktorzy Will Smith, Leonardo DiCaprio i Hugh Jackman, piosenkarki Jennifer Lopez, Mariah Carey, Cher i wiele, wiele innych osób.
Tegoroczna edycja wręczenia nagród Grammy rozpoczęła się od uhonorowania Kobego Branta. Alicia Keys zaśpiewała a capella utwór „It’s Hard To Say Goodbye”. „Wszyscy odczuwamy teraz szalony smutek, ponieważ dzisiaj Los Angeles, Ameryka i cały świat straciły bohatera. Stoimy tutaj ze złamanym sercem, ale będziemy świętować tę najpotężniejszą energię, która ma moc, aby zbliżyć nas wszystkich. Muzyka to najbardziej uzdrawiająca rzecz na świecie” – powiedziała na zakończenie.
Ale chyba najbardziej przejmujące w treści słowa w swoim przesłaniu przekazała piosenkarka i aktorka Jennifer Lopez. „Wszyscy odczuwamy smutek z powodu tej straty, ale myślę tylko o tym, że jest to nic w porównaniu z tym, co przeżywa teraz Vanessa. Przesyłam całą moją miłość i modlę się za was, wasze dzieci i inne rodziny uczestniczące w tej tragedii. Najbardziej niesprawiedliwą rzeczą w życiu jest utrata dziecka i męża tego samego dnia. Vanessa, modlę się o twoją siłę i aby Bóg prowadził cię w każdym kroku przez ten niewyobrażalny zawód serca. Do innych rodzin cierpiących z powodu tej nie do pomyślenia tragedii – niech Bóg będzie z wami wszystkimi. Kobe, tyle dla wielu znaczyłeś i będziemy za tobą tęsknić na zawsze” – napisała Jennifer Lopez.

Komentarze (0)

Zostaw komentarz

Your email address will not be published.

© 2020 Dziennik Trybuna. All Rights Reserved.

Do góry