Teraz czytasz
Zmarzlik napędza koniunkturę

Zmarzlik napędza koniunkturę

Bartosz Zmarzlik, mistrz świata na żużlu, dość niespodziewanie wygrał 85. plebiscyt „PS” na najlepszego polskiego sportowca w 2019 roku. Zawodnik Stali Gorzów w pokonanym polu zostawił m. in. Roberta Lewandowskiego oraz Dawida Kubackiego i Kamila Stocha – czyli przedstawicieli znacznie bardziej popularnych w Polsce dyscyplin sportu.

Zagadka wyjaśniła się szybko. Triumf Zmarzlika to efekt zbiorowego wysiłku całego żużlowego środowiska. Na zdrowy rozum Zmarzlik nie miał prawa wygrać z Lewandowskim. Wystarczy porównać popularność obu sportowców w mediach społecznościowych. Konto kapitana piłkarskiej reprezentacji tylko na Instagramie śledzi aktualnie 16,5 mln internautów, a Zmarzlika jedynie 45 tysięcy. Podobne rzecz się ma na Facebooku, bo na tym portalu konto najlepszego naszego piłkarza obserwuje regularnie 9,1 mln osób, a najlepszego żużlowca 37,8 tysiąca fanów. Pod względem zarobków obu także dzieli przepaść – „Lewy” tylko z tytułu kontraktu w Bayernie zarabia rocznie blisko 100 mln złotych, a Zmarzlik w stali Gorzów ledwie dobija do dwóch milionów. W świecie reklamy i sponsoringu nazwisko Lewandowskiego jest świetne znane, w tej chwili jego wizerunek wykorzystywany jest w globalnych kampaniach, co rzecz jasna wiąże się z niemałymi dodatkowymi dochodami. Zmarzlik w tej dziedzinie zaczął funkcjonować dopiero od niedawna, ale na ogólnoświatowy zasięg nie ma szans, bo żużel nie jest tak popularny jak piłka nożna. Jakim zatem cudem doszło do wygranej Dawida z Goliatem?

Dzisiaj żużel w Polsce podzielony jest na trzy poziomy rozgrywkowe. W ubiegłym roku w rywalizacji uczestniczyły 22 zespoły, w tym jeden zagraniczny. W 2020 roku status quo zostanie zachowane, mimo upadku dwóch klubów, w Pile i Krakowie. W ich miejsce weszły przywrócona do życia po upadku Stal Rzeszów oraz klub z Niemiec.
Motorem napędowym żużlowego biznesu w Polsce jest rzecz jasna najlepsza liga na świecie, czyli PGE Ekstraliga. W 2019 roku po raz pierwszy wszystkie jej mecze były transmitowane w telewizji, a mimo to frekwencja na trybunach była imponująca. Na większości spotkań były komplety widzów.

Nie tylko PGE Ekstraliga mogła poszczycić się znakomitą oglądalnością. Renesans zainteresowania przeżywały też zespoły ścigające się w Nice 1. Lidze Żużlowej, a nawet w 2. Lidze Żużlowej, w której ścigają się dzisiaj zespoły z kiedyś mocnych, a dzisiaj podupadłych ośrodków speedway’a, jak Bydgoszcz. W sumie daje to blisko stutysięczną kibicowską armię, regularnie śledzącą rozgrywki i żyjącą „czarnym sportem”. I znaczna część tej armii odpowiedziała pozytywnie na wezwanie animatorów tego sportu w Polsce, żeby głosować w plebiscycie „PS” na Bartosza Zmarzlika, bo „jego wysoka pozycja w czołowej dziesiątce będzie świetną promocją żużla”. Ale chyba nawet spece od marketingu z PGE Ekstraligi nie spodziewali się, że ich akcja przyniesie taki nieprawdopodobny skutek.

Lewandowski z pewnością był trochę rozczarowany zajęciem dopiero drugiej lokaty, bo ma za sobą kapitalny sezon i z pewnością zasłużył na drugie w karierze zwycięstwo w tym plebiscycie. Nawet przybył na imprezę osobiście, bo w tym roku wyjątkowo miał na to czas z powodu przerwy w treningach po operacji przepukliny pachwinowej. Przyjął jednak nieoczekiwaną porażkę z wielką klasą, bo po niedawnej wizycie na piłkarskiej gali „France Football” w końcu chyba zrozumiał, że czasem krzywdzące werdykty przynoszą większą korzyść niż zwycięstwa. Jemu ta porażka w karierze na pewno nie zaszkodzi, a ewentualna wygrana byłaby dla niego jedynie kolejnym trofeum w kolekcji.

Zobacz również

Co innego dla Zmarzlika i całego polskiego żużla. To środowisko potrzebuje takich splendorów choćby po to, żeby zwrócić na siebie uwagę menedżerów wielkich koncernów i spółek skarbu państwa. Pokaz niezwykłej mobilności zaprezentowany podczas plebiscytu na sportowca roku nie poszedł na marne. Efekty już zaczynają być widoczne. Zmarzlik finalizuje indywidualny kontrakt z PKN Orlen, a jego klub, Stal Gorzów, właśnie pochwalił się zawarciem umowy z firmą MAN Polska, należącą do jednego z największych na świecie producentów samochodów ciężarowych. Należący do Volkswagen AG koncern MAN działa w Polsce przez cztery spółki zależne, w tym dwie produkcyjne. Zajmuje się między innymi sprzedażą i serwisem samochodów ciężarowych, a także autobusów miejskich. To część światowego koncernu z siedzibą w Monachium. Zatrudnia na całym świecie ponad 55 tysięcy pracowników w ponad 180 krajach. Umowa została podpisana na razie na rok.

 

Komentarze (0)

Zostaw komentarz

Your email address will not be published.

© 2020 Dziennik Trybuna. All Rights Reserved.

Do góry