Teraz czytasz
Kierunek Ukraina

Kierunek Ukraina

Ten kraj nie jest dziś przykładem sukcesów „polskiej ekspansji gospodarczej”, aczkolwiek znalazł się wśród wskazanych przez rząd „perspektywicznych rynków pozaunijnych, mających znaczenie dla polskiego eksportu”. W wielu wypowiedziach słychać tęsknotę do odgrywania większego znaczenia na tym kierunku, nieco nostalgicznego „odbicia” rynku, zawojowania „dzikiego wschodu”. To Ukraina.

Jakie są więc nasze dwustronne relacje gospodarcze? Dobre czy złe? Z perspektywy Polsko- Ukraińskiej Izby Gospodarczej mogę odpowiedzieć, że te relacje są coraz lepsze.
W 2014 roku, po aneksji Krymu przez Rosję i wojnie w Donbasie, polsko-ukraińska wymiana handlowa załamała się. Polski eksport do Ukrainy spadł prawie o jedną trzecią i dopiero w 2017 roku wrócił do „przedwojennych” poziomów. Tyle o zjawisku, za które nie można winić Ukrainy. A teraz twarde dane: w 2013 roku polski eksport na rynek Ukrainy wynosił 18 mld PLN, w 2015 roku eksport był mniejszy o 5, 5 mld PLN ! To było już załamanie wymiany handlowej, które polscy przedsiębiorcy zdołali odrobić przez kolejne dwa lata. W 2018 roku wartość eksportu towarów zbliżyła się do 19 mld PLN. Dane o polskim eksporcie na Ukrainę w ciągu 10. miesięcy bieżącego roku też są optymistyczne- przekroczyliśmy równowartość 15 mld PLN, dynamika wzrostu rok do roku wynosi ponad 5 proc. W strukturze eksportu dominują wyroby przemysłu elektromaszynowego, chemicznego, artykuły rolno- spożywcze i wyroby metalurgiczne i przemysłu lekkiego.
A teraz trochę inne spojrzenie na statystykę. Udział Ukrainy w polskim eksporcie wynosi 2,1 proc. , czyli- nie szukając okrągłych słów- Ukraina nie jest dla Polski ważnym partnerem handlowym. Inaczej wygląda to z perspektywy Ukrainy. Konflikt na wschodzie Ukrainy i zabór części jej terytorium, wojna handlowa z Rosją osłabiły gospodarkę Ukrainy, ale też wymusiły jej reorientację. Nastąpiło wzmocnienie relacji z Unią Europejską, które doprowadziło do umowy stowarzyszeniowej. Jeszcze pięć lat temu eksport z Ukrainy do Rosji stanowił 18,2 proc., podczas kiedy do Polski – 4,9 proc. całości ukraińskiego eksportu. Dane Państwowej Służby Podatkowej Ukrainy za cztery miesiące 2019 r. pokazują, że zmienił się główny rynek ukraińskiego eksportu. Ukraina nastawiła się na zwiększenie współpracy gospodarczej z Europą. Miejsce Rosji – wieloletniego lidera (na drugim miejscu były Chiny, a dopiero na trzecim kraje UE razem wzięte) – zajęła Polska, z udziałem 6,7 proc. eksportu Ukrainy. Na drugim miejscu Rosja (6,2 proc.) przed Egiptem (5,3 proc.), Chinami (5,2 proc.), Turcją (5,2 proc.), Indiami (5,2 proc.), Włochami (5 proc.), Niemcami (4,5 proc.) i Holandią (3,9 proc.). Ciekawe są też zmiany w strukturze eksportu. Jeszcze niedawno „miejsca na pudle” były nienaruszalne: pierwsze- metalurgia, drugie- produkty pochodzenia roślinnego, trzecie- produkty przemysłu maszynowego. Dwa tygodnie temu dowiedziałem się, że na „na pudło” wskoczył sektor IT , zajmując trzecie miejsce i pozostawiając w tyle metalurgię.
Polska , stając się głównym partnerem handlowym Ukrainy, musi dostrzec tę zmianę. Liderzy Ukrainy, reprezentujący obóz prezydenta Wołodyra Zełenskiego i spora część oligarchów, zarządzających gospodarką, zrozumieli, że skończył się stary model gospodarczy. Opierał się on na tanich surowcach, w tym taniej energii, taniej pracy i przemyśle ciężkim. Dziś i rząd, i biznes mówi o konieczności zwiększenia konkurencyjności Ukrainy. To stawka na energię odnawialną , zwłaszcza farmy fotowoltaiczne i wiatrowe, nowoczesne wielkoobszarowe rolnictwo, szeroko rozumiany sektor IT, na wzrost handlu zagranicznego przetworzonymi produktami. Powinniśmy zastanowić się, jak wspierać te ambicje i pomagając w ich realizacji, zadbać o polskie interesy. Ukraina nie jest bowiem „skazana” na Polskę. Bez większego ryzyka można sformułować tezę, że Polska jest pierwszym krajem dla ukraińskiego eksportu dlatego, że jest najbliższym państwem członkowskim Unii Europejskiej. Krajem europejskiego tranzytu i dużym, bliskim a więc naturalnym rynkiem zbytu dla towarów, które muszą spełniać europejskie standardy. Poprzez Polskę ukraińscy przedsiębiorcy i handlowcy uczą się i zdobywają Unię Europejską.
Dogodne położenie nie zastąpi więc naszej wyobraźni i pracy. Pokazali to polscy inwestorzy, właściciele znanych w Polsce marek, którzy w Ukrainie uruchomili ciekawe i spore inwestycje. Ryszard Florek, właściciel producenta okien dachowych Fakro , ma na Ukrainie trzy fabryki, w których zatrudnia 570 osób. Ekspansję na Ukrainie prowadziły polskie instytucje finansowe. PZU przejął lokalnego ubezpieczyciela, aktywnie działa Kredobank należący do PKO BP. Zbigniew Drzymała, właściciel Inter-Groclin wybudował dwie fabryki w Ukrainie. Michał Sołowow otworzył zakład Barlinka w Winnicy. Fabryki na Ukrainie wybudowali także polscy producenci mebli Nowy Styl i Black Red & White.
Decyzje i projekty inwestycyjne w opisanych wyżej przypadkach podejmowano jednak przed wybuchem konfliktu z Rosją. Dziś wartość skumulowana inwestycji polskich przedsiębiorstw na rynku ukraińskim nie jest imponująca – nie przekracza jednego miliarda dolarów. Ostatnie lata przyniosły wyhamowanie ekspansji polskiego kapitału. I choć sytuacja zaczęła się poprawiać, Ukraina jest ciągle postrzegana jako kraj wysokiego ryzyka. Taka jest opinia przedsiębiorców i międzynarodowych instytucji, których opinie stanowią o dostępności kapitału i jego kosztach.
Ten prawie miliard „polskich” dolarów zainwestowanych w Ukrainie to niespełna 2 procent wszystkich inwestycji zagranicznych w tym kraju ( 33 miliardy dolarów) . W czasie polskiej transformacji gospodarczej wartość inwestycji zagranicznych przekroczyła 200 miliardów euro. To zestawienie, z jednej strony, poprawia polskie samopoczucie, z drugiej strony, świadczy o „głodzie” inwestycji w Ukrainie, który z czasem będzie zaspakajany. Można przypuszczać, że przemysł i usługi outsourcingowe , które jeszcze przenoszone są ze Starej Europy do Polski, za jakiś czas chętniej lokowane będą w Ukrainie. Wybierano Polskę ze względu na koszty i jakość pracy, dostępność komunikacyjną, stabilność kraju. Trudno odmówić Ukrainie, że jej kapitałem są młodzi, pracowici ludzie, niskie koszty pracy, co będzie przyciągało kapitał zagraniczny.
Ukraina się zmienia i powinniśmy dostrzec nową Ukrainę. To państwo, w którym prezydenta wybrano w wyborach przeprowadzonych zgodnie z kalendarzem wyborczym, a nie pod wpływem kolejnego Majdanu. To państwo, w którym jest proprezydencka większość parlamentarna, gwarantująca jednolitą, proreformatorską politykę. To państwo, w którym rządzi młoda ekipa, pewnie nieopierzona, ale wykształcona, znająca Europę, ambitna i lojalna wobec prezydenta. Co prawda, ukraińska polityka to ciągle zmaganie się demokratycznych aspiracji z interesami oligarchów, podejmowanie decyzji w cieniu podejrzeń o korupcję, ale jakieś przełamanie w kierunku normalności widać. Ukraina to kraj o ogromnych zasobach: ludzkich, naturalnych, ze słynnymi czarnoziemami i korzystnym klimatem. Wcześniej czy później jest wskazana na sukces. Będziemy jego uczestnikami, albo skorzystają na sukcesie Ukrainy inni.
W opublikowanym przez Bank Światowy zestawieniu „Doing Business 2019”, Ukraina pod względem warunków sprzyjających prowadzeniu działalności gospodarczej, zajmuje 71 pozycję wśród 190 ujętych w rankingu gospodarek świata. W porównaniu z edycją z 2017, Ukraina poprawiła swoją pozycję o 9 miejsc. W odniesieniu do kategorii handel zagraniczny, Ukraina zajmuje 78 pozycję – awans o 37 pozycji w stosunku do roku 2017. Ostatni Global Competitiveness Index daje Ukrainie 77 pozycję wśród 137 klasyfikowanych państw w dziedzinie warunków innowacyjności- poprawa o 4 pozycje- i 57 pozycję w dziedzinie poziomu infrastruktury- poprawa o 21 pozycji.
Według danych ukraińskich na początku 2018 roku na Ukrainie zarejestrowanych miało być przeszło 2,9 tys. firm z polskim kapitałem. Z kolei według szacunków Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej na Ukrainie działało w tym czasie ok. 1,2 tys. małych i średnich firm z mieszanym kapitałem polsko-ukraińskim, natomiast ok. 4 tys. firm realizowało z Ukrainą transakcje handlowe. To świadectwo dużej aktywności małych i średnich przedsiębiorstw. Polskie, zwłaszcza państwowe giganty, nie spieszą się ze współpracą i inwestycjami. Przykładem jest energia, a właściwie bezpieczeństwo energetyczne, które stało się jednym z celów rządu polskiego. Jak informuje „Rzeczpospolita”, w ubiegłym roku import energii elektrycznej do Polski był na poziomie 13,83 TWh, z czego z Ukrainy trafiło do nas tylko 1,41 TWh energii. Najwięcej energii w 2018 roku sprowadziliśmy z Niemiec – 7 TWh, druga na liście jest Szwecja z 3 TWh, a za nimi Litwa 1,61 TWh. Moglibyśmy sprowadzać więcej taniej i czystej energii elektrycznej z Chmielnickiej Elektrowni Jądrowej, ale linia przesyłowa 750 kV o mocy 2000 MWh stoi nieczynna od 1993 r. Jest to symbol kompromitacji relacji energetycznych Polska – Ukraina.
A teraz o współpracy gazowej. Polska zadeklarowała pomoc Ukrainie w dostawach gazu, wskazując że może to być amerykański LNG. Nasze deklaracje i plany przesyłowe są chyba większe niż oczekiwania strony ukraińskiej. Jednocześnie wskazujemy, że dla umożliwienia tego tranzytu Ukraina powinna wybudować po swojej stronie 120 km gazociągu, my w Polsce 2 km. Ukraińscy partnerzy podkreślają, że brakuje im pieniędzy na inwestycje i zauważają, że w sytuacji przerwania przesyłu gazu rurami wykorzystywanymi dziś przez Gazprom, można będzie wykorzystać je do przesyłu w drugą stronę. Trudno odmówić logiki temu rozumowaniu. My uzależniamy tę inwestycję od zakontraktowania przez Ukraińców dostaw gazu z USA. Oni mówią o wolnym rynku i handlu w obie strony. Czyli- w tym największy jest ambaras, aby dwoje chciało naraz.
Przez ostatnie cztery lata władze RP, udzielając strategicznego wsparcia Ukrainie w jej konflikcie z Rosją, w relacjach dwustronnych postawiły na politykę historyczną, przyjmując – paradoksalne u etatystów założenie – że gospodarka sama sobie poradzi. Radzi sobie, ale w kraju takim, jak Ukraina, w którym nie wszystkie instytucje i urzędnicy działają prawidłowo i uczciwie, państwo powinno mocniej wspierać swoich przedsiębiorców. BGK ma ciekawe produkty, wspomagające polskich eksporterów i inwestorów. Ale zredukowano działalność ekonomiczną polskiej dyplomacji, wierząc że zagraniczne biuro handlowe PAIH wystarczy. Brakuje spotkań na wysokim politycznym szczeblu, które z reguły są impulsem dla nowych projektów gospodarczych i pomagają tym projektom, które znalazły się w „zamrażarce”.
Przedsiębiorcy, Polsko- Ukraińska Izba Gospodarcza i inne organizacje biznesowe robią swoje. Będzie lepiej, ale można pomóc w tej pracy.

Komentarze (0)

Zostaw komentarz

Your email address will not be published.

© 2020 Dziennik Trybuna. All Rights Reserved.

Do góry