Teraz czytasz
Putin nie bez racji

Putin nie bez racji

Zgodnie – media pisowskie i opozycji tzw. liberalnej oburzyły się rytualnie na wypowiedź prezydenta Rosji odnośnie „notatki Lipskiego” i współpracy II RP z III Rzeszą Adolfa Hitlera.

Wiadomo, w sprawach rosyjskich nietrudno o zgodny – przynajmniej werbalnie – „front narodowy ponad podziałami”. Jedni i drudzy zapędzili się na bezdroża w dziele idealizacji, a raczej samozakłamania w sferze przekazu dotyczącego historii Polski. Odezwały się marne skutki zakłamanej polityki historycznej, która w zasadniczych kwestiach PiS i Platformy Obywatelskiej aż tak bardzo nie różni. Krew wzburzyła im dodatkowo dosadna na sposób rosyjski poetyka wypowiedzi Władimira Putina, odmienna od charakterystycznego polsko-jezuickiego obłego stylu poprawności i obłudy. Być może, o ile ich wiedza na to pozwala, krew wzburzyło im też uświadomienie sobie, że zostali przyłapani na kłamstwie i samozakłamaniu, a to boli, to upokarza.
Oto bowiem Władimir Putin ma z punktu widzenia nagich faktów historycznych sporo racji w swojej wypowiedzi o polskim flircie, a nawet sojuszu z hitlerowską III Rzeszą aż do 1939 roku. Proszę uprzejmie: w 1934 roku Polska zawarła tzw. pakt o nieagresji z Niemcami, czyli mówiąc językiem dzisiejszym, układ o przyjaźni i współpracy. W czerwcu 1934 roku do Warszawy przybył z wizytą oficjalną Minister Propagandy III Rzeszy dr Josef Goebbels, który wygłosił odczyt, spotkał się w Resursie Obywatelskiej z elitą Warszawy (wśród przybyłych był pułkownik Walery Sławek, bliski współpracownik Józefa Piłsudskiego), a kilka dni później jego barwna fotografia, przedstawiająca go u boku Marszałka, ukazała się na okładce jednego z ówczesnych magazynów prasowych. W 1938 zaś roku Polska wraz z Hitlerem i Mussolinim wzięła udział i zainkasowała łup w monachijskim rozbiorze Czechosłowacji. Jeszcze w styczniu 1939 roku Polskę odwiedził hitlerowski minister spraw zagranicznych Joachim von Ribbentrop. Ta ostatnia była już co prawda tylko robieniem dobrej miny do złej gry, ale to nie zmienia zasadniczej wymowy postawy i intencji obozu sanacyjnego w stosunku do Niemiec. Dopiero kilka miesięcy później rząd Felicjana Sławoja-Składkowskiego porzucił złudzenia i flirt został zerwany, czego wyrazem była słynna, buńczuczna mowa Józefa Becka w Sejmie 5 maja 1939 roku.
W tej sytuacja jakaś tam antysemicka w wymowie notatka ambasadora Polski z Berlinie Józefa Lipskiego (przecież nie sfałszowana!), to betka, choć krytycy Putina uważają, że chce on zaszkodzić Polsce na forum międzynarodowym poprzez ponowne postawienie na porządku dnia sprawy polskiego antysemityzmu. A co, nie było polskiego antysemityzmu? Był i to mocno wybujały. Kto temu przeczy, ten jest kanalią i kłamcą. Przecież zapisek Lipskiego o należącym się Hitlerowi pomniku w Polsce nie zaistniał w próżni i nawet jeśli – jak twierdzą jego obrońcy – była w nim nuta ironii, niewiele to w jego wymowie akurat w tej kwestii zmienia. A to, że III Rzesza i ZSRR zblatowały się poprzez pakt Ribbentrop-Mołotow dla wykończenia „bękarta Traktatu Wersalskiego”, jak nazwał Polskę radziecki minister, to też niezaprzeczalny fakt. Jedno nie przeczy drugiemu.

Komentarze (0)

Zostaw komentarz

Your email address will not be published.

© 2020 Dziennik Trybuna. All Rights Reserved.

Do góry